…wolny Tybet – inna perspektywa
Dla wielu ludzi Tybet jawi się jako oaza spokoju, harmonii i buddyjskiej medytacji, niemalże utopijna kraina piękna, mlekiem i miodem płynąca. W latach 50-tych XX wieku roku komunistyczna maszyna Chińskiej Republiki Ludowej zajęła Tybet, włączając go w skład swojego imperium. Wielu z nas słyszało o ucieczce Dalai Lamy ze swojego kraju a także jego późniejszej wieloletniej batalii z bezwzględnym najeźdźcą i dążeniu do wolności.
Zaraz, zaraz… czy powiedziałem wolności?
Bliższe przyjrzenie się historii Tybetu – analogicznie jak przyjrzenie się historii Kościoła Katolickiego – odkrywa zupełnie nieznane Zachodniej społeczności aspekty tego kraju. Mroczne aspekty, ściślej mówiąc.
Wybór Dalai Lamy na jako nadrzędnego lamy i duchowego przewodnika w Tybecie wprowadził chiński imperator Kublai Khan w XIII wieku. Mimo całej procedury wyboru jego świątobliwości połączonej z rozpoznawaniem jego boskiej inkarnacji – na przestrzeni następnych 170 lat aż 5 Dalai Lamów zostało zabitych w wyniku rozmaitych intryg, prowadzonych m.in. przez wysoko postawionych duchownych.
Ciekawa była struktura ekonomiczna Tybetu, która jeszcze w XX wieku przypominała… feudalną, średniowieczną Europę – wielkie posiadłości ziemskie, skupione były w rękach świeckich właścicieli ziemskich i wysoko postawionych Lamów. Przykładowo, klasztor Drepung zaliczał się jednego z największych posiadaczy ziem na świecie – 185 posiadłości, 25000 pańszczyźnianych chłopów, 300 ogromnych pastwisk obsługiwanych przez 16000 pasterzy. Sam Dalai Lama tradycyjnie zajmował pałac Potala w Lhasie – kilkunastokondygnacyjną rezydencję z ponad tysiącem pomieszczeń. Dla sprawiedliwości dodać należy, że większość mnichów prowadziła raczej proste życie i nie miała dostępu do owych bogactw.
Nie zazdrośćmy jednak bogatym i pozostawmy ich w spokoju – w końcu, byłoby przyjemnie, gdyby i bogactwo uznane powszechnie zostało za cnotę ;) Niemniej, zazdrościć nie ma też czego i reszcie tybetańskiego społeczeństwa. W Tybecie skromną “klasę średnią” tworzyła niewielka liczba sklepikarzy i drobnych handlarzy, a także równie mała grupa wolnych chłopów, utrzymujących się z niewielkich gospodarstw. Reszta społeczeństwa to żebracy, niewolnicy i szczególnie liczni, stanowiący około 90% ogółu chłopi pańszczyźniani. Niewolnicy nie posiadali nic, głównie zajmowali się pracami domowymi, zaś urodzone przez nich potomstwo czekała – automatycznie – niewolnicza przyszłość.
Ciekawy była pozycja chłopów pańszczyźnianych. Zasadniczo, niewiele różniła się od statusu niewolnika – pozbawieni opieki medycznej oraz dostępu do edukacji chłopi, przez całe życie przywiązani byli do swojego właściciela ziemskiego i zmuszani do wykonywania jego rozkazów: uprawy pól i transportu zbiorów, hodowli zwierząt, opieki nad posiadłościami, gromadzenia opału, itd. Bez jego zgodny nie mogli samodzielnie zawierać związków małżeńskich! Szczególnie dotkliwe były podatki – objęta nimi została cała gama rozmaitych życiowych czynności, jak ślub, urodzenie dziecka, śmierć członka rodziny, udział w religijnych festiwalach a także takie niewątpliwie godne opodatkowania aktywności jak pójście czy zwolnienie z więzienia, zasadzenie drzew na podwórku przed domem, utrzymywanie własnych zwierząt czy nawet – bycie bezrobotnym! Kiedy brakowało pieniędzy – klasztory chętnie udzielały pożyczek, których oprocentowanie sięgało dochodziło czasami aż do 50%! (ewidentnie też, niektóre polskie firmy mają buddyjskie korzenie ;) Brak możliwości spłaty długu – który nigdy nie był umarzany i w niektórych przypadkach przekazywano go z pokolenia na pokolenie – oznaczał niewolnictwo.
Nieposłuszeństwo i wykroczenia były surowo karane, bez skrupułów sięgano po tortury aby utrzymać w ryzach istniejący porządek. Podróżujący w latach 60-tych Stuart i Roma Gelder przeprowadzili wywiad z jednym z chłopów, który ukradł dwie owce należące do klasztoru – lama uczynił go inwalidą, nakazując wyłupić oczy oraz poważnie okaleczyć dłonie. Jako że zabroniona była kara śmierci – zdarzały się przypadki, że zmaltretowanych, wychłostanych delikwentów zwyczajnie zostawiano w nocy na mrozie… Jeden 24-letni uciekinier przywitał chińską interwencję jako wyzwolenie – w “wolnym” Tybecie doświadczał głodu, zimna i zmuszany był do ciężkiej pracy; po trzeciej próbie ucieczki – na polecenie lamy pobito go do krwi, wlewając w rany alkohol oraz sodę kaustyczną (żrącą) w celu zwiększenia bólu. Inne stosowane tortury to wyrywanie języka, zrywanie mięśni i ucinanie kończyn. Ktoś chętny na życie w takim kraju?
Interesujące jest tło polityczne konfrontacji z Chinami. Niektóre źródła wskazują, że pierwotna interwencja na początku lat 50-tych miała dość łagodny i względnie bezkrwawy charakter – niewielka armia Tybetu poddała się bez walki i po rozbrojeniu – została odesłana do domów. Chiny zażądały możliwości wpływu na życie “socjalne” społeczeństwa – co w słusznym rozumieniu rządzącej klasy, groziło upadkiem istniejącego systemu i rozkładem rządzącej kliki. Młody XIV Dalai Lama w odpowiedzi na chińską interwencję zaproponował wówczas reformy – które miały zapobiec działaniom Chińczyków i ograniczyć ich wpływy, niemniej, jego propozycje nie uzyskały większego poparcia. Do dalszego powiększania się napięcia między Tybetem a Chinami mocno przyczyniła się… amerykańska CIA, wspomagając organizowanie oddziałów partyzanckich, szkoląc żołnierzy oraz dostarczając broń i zaopatrzenie. To doprowadziło do powstania w Lhasie w 1959 roku, ucieczki Dalai Lamy za granicę kraju (w samolocie i eskorcie CIA) oraz dalszych represji, które przyniosły śmierć kilkudziesięciu tysięcy Tybetańczyków i masowe niszczenie świątyń.
Z mojego punktu widzenia wszystko wskazuje na to, że Amerykanie wspierając interesy rządzącej grupy wybitnie przyczynili się do rozdrażnienia Chińczyków i w rezultacie – dalszej destrukcji kraju. Co ciekawe, jak sami przyznają – partyzanckie działania spotkały się z bardzo niewielkim zainteresowaniem ze strony miejscowej ludności. Partyzancki opór upadł samoistnie kiedy na początku lat 70-tych CIA zaprzestała jego sponsorowania. Interesujące też, że sam Dalai Lama – choć nigdy oficjalnie się do tego nie przyznał – był na liście płac CIA – wg opublikowanych przez amerykański Departament Stanu w 1998 roku dokumentów, roczna “pensja” Dalai Lamy w latach 60-tych wynosiła $186000… Jak widać, CIA było żywnie zainteresowane wykorzystaniem Tybetu i jego ludności w walce z komunizmem… bez względu na konsekwencje.
O ile zbrodniczy charakter działalności Chin na terenie Tybetu nie podlega żadnej wątpliwości, o tyle wątpliwe są już powszechnie podawane informacje o ilości ofiar. Dalai Lama twierdzi, że 1.2 miliona Tybetańczyków zginęło z rąk okupanta – biorąc pod uwagę fakt, że w 1953 roku – według oficjalnego spisu ludności – Tybet zamieszkiwało 1.253 miliona ludzi, w chwili obecnej ten kraj byłby niemalże wyludniony.
Zadziwiające, że w sytuacji, kiedy do walki o wyzwolenie Tybetu włącza się aktywnie Zachodni świat, wg opublikowanego w 1999 roku w Washington Post artykułu “…niewielu Tybetańczyków przywitałoby powrót skorumpowanych arystokratycznych klanów które uciekły z nim [Dalai Lamą - przyp. autor] w 1959 roku i to dotyczy również większości jego doradców. Przykładowo, wielu tybetańskich rolników nie jest zainteresowanych oddaniem klanom ziem, które otrzymali w wyniku chińskich reform. Byli Tybetańscy niewolnicy również nie chcą, aby byli władcy powrócili do rządów. “Już kiedyś żyłem w ten sposób” mówi Wangchuk, 67-letni były niewolnik, noszący swój najlepszy strój w trakcie corocznej pielgrzymki do Shigatse, jednego z najświętszych miejsc buddyzmu tybetańskiego. Mówi, że czcił Dalai Lamę, ale dodaje “może nie będę wolny żyjąc w narzuconym przez Chińczyków komunizmie, ale jestem znacznie lepszej sytuacji życiowej niż kiedy byłem niewolnikiem.”
Nie popieram w żaden sposób militarnej chińskiej interwencji w Tybecie, użycia przemocy, mordów, niszczenia klasztorów i lokalnej kultury. Ten tekst powstał jedynie w celu “odczarowania” tybetańskiego mitu…
Powyższe informacje oparte zostały o tekst Michaela Parenti, PhD, politologa i wykładowcę kilku znanych amerykańskich uniwersytetów. Tekst źródłowy, zawierający znacznie więcej ciekawostek, w języku angielskim wraz z przypisami zamieszczony został tutaj – http://www.michaelparenti.org/Tibet.html
Pozdrawiam serdecznie,
Elijah
Khmiel Ali Says:
September 16th, 2009 at 9:29 amVisit Khmiel Ali
Lubisz burzyć mity ;). I dobrze :).
Elijah: Fakt, kreatywne niszczenie sprawia mi sadystycznie wielką przyjemność :)