…o nauce vs religii

Dodany: Tuesday, January 26th, 2010

„We share the same biology regardless of ideology”
(Dzielimy tą samą biologiczną strukturę niezależnie od ideologii)

Sting

Przyglądłem się ostatnio dyskusji o nauce kontra religii z pewnym, hmm, politowaniem, albo nawet niesmakiem. Wpisanie w Google frazy „religion vs science” zwraca 25 milionów zapytań – znaczy, że problem jest dość poważny i zastanawia szeroką rzeszę ludzi. Postanowiłem zatem, w przypływie niesionej wiatrem inspiracji, jednym artykułem i ostrym jak brzytwa słowem, raz na zawsze rozstrzygnąć ten druzgocący problem ;)

Zacznijmy od podstawowych pojęć, aby było jasne, o czym rozmawiamy posługując się dość niedoskonałym słowem pisanym. Czym jest nauka? Internetowy Słownik Języka Polskiego interpertuje to tak:

Nauka:
«ogół wiedzy ludzkiej ułożonej w system zagadnień; też: dyscyplina badawcza odnosząca się do pewnej dziedziny rzeczywistości»
«zespół poglądów stanowiących usystematyzowaną całość i wchodzących w skład określonej dyscypliny badawczej»

Szybki rzut okiem na to, czym jest religia (szybki, bo w końcu, czytanie słowników nie jest tym, co tygryski lubią najbardziej ;)

Religia:
«zespół wierzeń dotyczących istnienia Boga lub bogów, pochodzenia i celu życia człowieka, powstania świata oraz w związane z nimi obrzędy, zasady moralne i formy organizacyjne»

I tutaj pojawia się pewien problem z użyciem słów „zespół wierzeń”. Czym jest bowiem „wierzenie”? Ratując się po raz kolejny tym samym słownikiem odnajdujemy taką oto definicje:

Wierzyć:
«uznawać coś za prawdę»
«być przekonanym, że ktoś mówi prawdę»

O najwyższe zdumienie! Patrząc bliżej widać świetliście jasno, że zarówno nauka jak i religia poszukują Prawdy na temat Rzeczywistości, niemniej, jakoś niespecjalnie mogą się w tym temacie porozumieć – co więcej można nawet rzec, że są od wieków w nieroztrzygnionym konflikcie!

Niech mnie kule biją – w czym zatem ów nierozwiązywalny problem?

Zacznijmy od nauki. Definicja mówi o nauce jako „ogóle wiedzy” i „usystematyzowanej całości”. Czyżby na tym gruncie wyrosła masa teorii, książek, tłumaczeń i argumentów na nieistnienie Boga? Zapewne tak. Tymczasem, nauka, której udało się wyjaśnić wiele zjawisk w naszym Wszechświecie, jest w gruncie rzeczy nadal bardzo niedoskonała i daleka od owego ideału „usystematyzowanej całości”. Przyglądając się poszczególnym jej dziedziną z łatwością można zauważyć, że istnieją poważne luki, braki i niedoróbki – i to w obszarach wielu rozmaitych zagadnień. I wydaje się to, do pewnego stopnia zrozumiałe, zwłaszcza jeśli chodzi o skomplikowane rzeczy. Na przykład to, że nie rozumiemy natury Czarnych Dziur w kosmosie jest jeszcze pojęte. To, że pewną zagadkę dla nauki stanowi nadal migracja węgorza europejskiego do Morza Saragossowego, to też jeszcze można zrozumieć, choć problem nie jest tak odległy jak Czarne Dziury. To, że nauka nadal nie zna skutecznego lekarstwa na raka to też jest oczywiste z racji wagi problemu. Ale jakim cudem ta cała potęga ludzkiego umysłu, naszej wiedzy, ogromu intelektu, superkomputerów i lat doświadczenia nie potrafi nadal znaleźć skutecznego lekarstwa na katar – tego już naprawdę nie pojmuję.

I oto jaka nasuwa się konkuzja: nie potrafimy wyleczyć głupiego kataru – a zarazem wielu ludzi jest święcie przekonanych, że ta sama naukowa „siła” (z premedytacją wstawiłem to słowo w cudzysłów) dysponuje niezbitymi dowodami na nieistnienie Boga, którego wielu uznaje za największą tajemnicę Wszechświata?

Cała nasza „potęga” i „moc” rozbija się o… problem kataru. Czy to nie jest tak naprawdę śmieszne? Czy z takiej perspektywy próba interpretacji i wyjaśniania Boga z punktu dzisiejszej wiedzy i świadomości naukowej nie wygląda na akt szalonej desperacji? Dla mnie – wygląda. Przypomina mi to w pewien sposób próbę obszczekania tematu struktury atomu przez dwa psy. Łatwo mogą dojść do wniosku, że takie coś w ogóle nie istnieje. Podobnie my, dysponując narzędziami niewiele bardziej rozwiniętymi, próbujemy w ramach naszych ograniczonych możliwości „obszczekać” tematy znacznie wykraczające poza nasze teraźniejsze rozumienie. Jesteśmy dalecy od ideału, nie potrafiąc rozwiązać prostych przyziemnych, ludzkich problemów, a jednak uparcie wierzymy, że osiągnęliśmy naprawdę wiele i możemy rozwiązywać najbardziej doniosłe metafizyczne zagadki Wszechświata. Bez przesady, mili Państwo. Potrzeba nam nieco pokory aby zrozumieć, że tak naprawdę jesteśmy prymitywni i póki co – jeszcze wiele zostaje do zrobienia, odkrycia i wyjaśnienia, zanim w ogóle można będzie rzetelnie do tematu Boga podejść korzystając z naukowych narzędzi poznania.

Zostawmy zatem naszą biedną, kulejącą i rozwijającą się dopiero naukę i przyjrzyjmy się religii. Teoretycznie ma wyjaśniać nam Prawdę o Rzeczywistości. Co więcej, większość nawet opiera swoje istnienie na naukach zupełnie fantastycznych i głęboko mądrych poszukiwaczy Prawdy, jakimi byli Jezus, Budda czy inni. Niestety, w procesie ewolucji religia odeszła od tego szlachetnego ideału i obrosła grubymi fałdami tłuszczu, tfu, znaczy błędnych wyobrażeń, które tworzyli ludzie dalecy od ideału i niewiele rozumiejący, a którym – o zgrozo – uwierzyły miliardy ludzi na całej planecie.

Zastanówmy się przez chwilkę i spójrzmy na temat religii przez pryzmat słów znanego piosenkarza, Stinga, które zamieściłem na początku artykułu – „Dzielimy tą samą biologiczną strukturę niezależnie od ideologii”. Wszyscy jesteśmy takimi samymi ludźmi, mamy taką samą biologiczną strukturę – ja, Ty, chrześcijanin, muzułmanin czy żyd. Każdy ma wątrobę w tym samym miejscu, mózg pod czaszką, nos, dwie nogi i dwie ręce. Nad każdym wstaje to samo Słońce i na nasze głowy pada ten sam deszcz. Zamieszkujemy tą samą planetę i tak samo działa na nas, niezależnie od przekonań, ta sama siła grawitacji. Jesteśmy wszycy poddani tym samym identycznym prawom Natury – i dotyczą one praktycznie każdego aspektu naszego fizycznego życia, niezależnie od wyznawanej religii i poglądów.

Skoro te same reguły dotyczące fizycznego świata powstały dla wszystkich ludzi niezależnie od ich poglądów czy wyznawanej religii, to jestem w pełni przekonany, że całkowicie sensowne i uzasadnione jest, aby tak samo działały na nas duchowe prawa Wszechświata. To, czy wierzysz w istnienie komety Halleya nie ma kompletnie wpływu na jej funkcjonowanie, istnienie i trajektorię lotu. To, czy wierzysz w istnienie prądu elektycznego (widział go ktoś?) też w żaden sposób nie zmieni jego struktury i zasad działania. Myślę, że podobnie sprawa ma się z wyznawaną religią – swoimi poglądami nie jesteś w stanie w żaden sposób zmienić ani w jakikolwiek sposób wpłynąć na istnienie bądź nieistnienie jakiegokolwiek z praw duchowych – istnienia subtelnych energii, ciał poza fizycznym, procesu śmierci i inkarnacji, itd. Jedyne co tak naprawdę możesz zrobić, to odkryć Prawdę o tym, jak te procesy funkcjonują.

I tu dochodzimy do sedna problemu, jakie niesie ze sobą wyznawanie religii. Niestety, pewne prawdy, choćby w naszym katolickim światku były ustalane w drodze soborów, przez ludzi prymitywnych, często skorumpowanych, spragnionych poklasku i władzy nad innymi, którzy tak naprawdę nie mieli zielonego pojęcia w czym rzecz w świecie dookoła nich. W efekcie – zamiast poznania Prawdy o świecie w którym żyjemy – religie zaczęły tworzyć swoje własne. Stąd też do dzisiaj funkcjonują takie śmieszności jak celibat, dogmat o czyścu czy nieomylności papieża. I nie to, żebym czepiał się akurat Kościoła – po prostu, jest pod ręką a pisząc w języku polskim adresuje ten artykuł do chrześcijan głownie -  podobnie niedorzeczne wierzenia, mające niewiele wspólnego z Prawdą, a będące powszechnie wyznawanymi mitami, tworami ludzkiej wyobraźni i fantazji, znajdziemy w praktycznie każdej innej religii.

Podsumowując – problem rozbieżności między nauką a religią rozbija się tak naprawdę o naszą ignorancję:

1. Nauka, w swojej niedoskonałości, próbuje wyjaśniać rzeczy wychodzące daleko poza nasze teraźniejsze rozumienie i pojmowanie rzeczywistości, co póki co nie daje jej pełnego obrazu Rzeczywistości.

2. Religia, w swojej niedoskonałości, obciążona została masą niedorzecznych wyobrażeń, które również przeszkadzają w widzeniu Rzeczywistości, skupiając się na wymyślonych przez ludzi fałszywych bożkach.

To co napiszę poniżej to ideał do realizacji w perspektywie setek jeśli nie tysięcy lat: jestem głęboko przekonany, że w momencie, gdy nauka ewoluuje do znacznie wyższego poziomu zaś religia uwolni się od błędnych wierzeń, obie zejdą się w jednym punkcie i zniknie raz na zawsze problem jakichkolwiek rozbieżności. Na chwilę obecną jednak pozostaje nam jedynie uzbroić się w cierpliwość oraz szukać własnego szczęścia i rozumienia ponad istniejącymi podziałami… ;)

Pozdrawiam serdecznie,
Elijah


10 Responses to “…o nauce vs religii”

  1. Marek www.ecoego.pl Says:


    Visit Marek www.ecoego.pl

    Myślę że ten konflikt będzie trwał nawet za milion lat, jak wyewoluujemy w inteligentną galaretkę :) kapłani będą mówić telepatycznie że stworzyła nas wielka Galaretka, nauka że powstalismy z jakiegos neuronu czy co tam wymyslą :)

  2. shady007 Says:


    Visit shady007

    Bardzo ciekawy artykuł eljiah,
    marzenie osho żeby nauka i religia stworzyły jedno, ja osobiście wieże że nie będziemy znowu tak długo czekać aby to się stało, według mnie to już się dzieje. Po paczmy chociażby na odkrycia fizyków kwantowych, wielu z pośród nich zaczyna mówić o Bogu, o jedności wszechświata, ba nawet już dusze zmierzyli (wazy 21 gramów). Wielu naukowców zajmujących się fizyka kwantową zaczyna szukacz potwierdzę swych wniosków, do których doszli w pismam świętych. Słowa z pism świętych (czytuje z pamięci) „królestwo niebieskie jest mniejsze od ziarnka gorczycy”, „Na początku było słowo, a słowo stało się ciałem” nabierają zupełnie innego znaczenia w kontekście fizyki kwantowej. To co uważają na wschodzie za coś oczywistego że żyjemy w iluzji, również znajduje potwierdzenie w FK.
    Jest piękny film „What the bleed down to rapid hole”( stego co wiem chyba dostępny jest za darmo w internecie) który mówi właśnie o tym o czym ja tu pisze, nawet już książka została wydana.

    Zgadzam się z tobą Elijah że religie w obecnej postaci zostały znacznie wybaczenia na skutek, błędnych interpretacji takich nauczycieli jak Jezusa czy też Buddy, ale jestem głęboko przekonany ze większość (tych większych) obecnych religii dostępnych na naszej planecie ma wspólne źródło.
    Ja osobiście preferuje podejście naukowe do życia, uczyć się na własnych doświadczeniu, sprawdzać wyciągać wnioski i ruszać dalej. Dlaczego dzieci się tak szybko uczą ? Religi biorą wszystko na wiarę, a wieżyc można w naprawdę głupie rzeczy, po za tym wiara sprawia ze przestajemy szukać, myśleć, niekiedy ogranicza nas. Po w coś wieżyc, lepiej to wiedzieć. Skolei jeśli już w coś wieżyc (nieuniknione na pewnym etapie) to lepiej wierzyć w to co jest dla nas konstruktywne i pozytywne, co pozwala nam wypełni się wyrażać w tym świecie, inaczej się czuje osoba która wierzy że jest grzesznikiem, a inaczej czuje i wyraża się osoba która wierzy że jest jednym z bogiem, że nie ma żadnych ograniczeń, że wszystko jest możliwe i nie jest ważne czy to prawda, ale jak ta istota ludzka się czuje jak zachowuje, jakimi kategoriami myśli to tylko wybór co chcemy wieżyc. Warto świadomie wybierać nasze wierzenia i przekonania, i model świata w którym żyjemy bo od nas tylko to zależy..

    Pozdrawiam

  3. Skoroświt Says:


    Visit Skoroświt

    Piszesz że: “takie śmieszności jak celibat, dogmat o czyśćcu czy nieomylności papieża (…) niedorzeczne wierzenia, mające niewiele wspólnego z Prawdą” A kim Ty Człowieku jesteś że stawiasz takie tezy jakbyś poznał Prawdę i mógł stwierdzić zarazem co nią nie jest? Mógłbyś kulturalnie dodać “moim zdaniem” a nie rzecznika prasowego Prawdy zgrywać.
    Nie wymyśliłeś lekarstwa na tak prowizoryczną dolegliwość jak katar z którym masz styczność a śmiesz twierdzić że celibat (o którym zapewne masz znikome pojecie) nie ma wartości.

    “w procesie ewolucji religia odeszła od tego szlachetnego ideału i obrosła…” a może tak powinno być? religie ewoluują to i szlachetne ideały mogą “płynąć” przez czas zmieniając formę.

    Skąd założenie że jest jedna Prawda? A może jest prawda religijna (prawdziwa taka jaka jest, dla ludzi którzy ją wyznają w danym czasie, zmieniająca się wraz ze zmianą ludzi ją wyznającą) i jest prawda naukowa i obie naraz, w tym samym momencie mogą być PRAWDZIWE (co nie znaczy że znak równości pomiędzy)

    Nie do przyjęcia? Kuję Cię po oczach ten pogląd? A dlaczego? Bo tak Cię nauczyli! Logika Arystotelesa kłania się. A gdyby ten człowiek się pomylił? Gdyby jednak logika nie była drogą do rozwiązania podejmowanego problemu? Rozważ z tego punktu, bez ograniczającej perspektywy logiki.

    Żyjemy w najlepszym z możliwych światów. Mamy najlepsze nauki i najlepsze religie stosowne dla naszych czasów. Konflikt to tylko konflikt pozorny, konflikt egoizmów chcących zaspokoić się wtłaczając innym swoje racje (naukowe lub religijne).
    Byli, są i będą ludzie, zwani mistykami, którzy wyszli ponad religię, wyszli ponad naukę, a nawet poza logikę; dla których to co powyżej napisałem nie jest tylko suchą teorią ale sednem i sensem życia. Oni nie oczerniają religii, nie potępiają nauki tylko szczerze z miłością uśmiechają się do nich obu :)

    pisałem skrótowo, mam nadzieję że mimo to odbiór będzie jasny
    wszystkie powyższe słowa są tylko moimi słowami, nie są Prawdą, mogę się mylić

    świadomości & miłosierdzia
    pax & bless

  4. Martin2100 Says:


    Visit Martin2100

    Jak pięknie :)

    Święty gniew trafił na na biednego Elijaha, który akurat nie jest pogromcą Boga i ludzi którzy w Niego wierzą, bo sam wierzy w Boga, na ile Go znam.

    Pogromcy Boga też maja rację i prawo do życia, tak nawiasem.

    Wiele lat temu przestałem prowadzić spory z marksistami, materialistami, racjonalistami i innymi osobami, którzy upatrują w argumentowaniu dochodzenie do Prawdy. Na szczęście szybko doszedłem do tego ze Prawda często objawia się w ciszy :)

    Najśmieszniej wypadło to moje przekonanie podczas wizyty Świadków Jehowy ponad 20 lat temu. Otworzyłem im serce i drzwi a oni weszli z otwartą na swoje przekonania świadomością. Wyszli po około 2 godzinach wściekli, bo napełniłem ich koncepcją Boga Nieskończonego, dla którego nasze “grzechy” nie mają żadnego znaczenia, On kocha ludzi zawsze jednakowo i nieskończenie.
    Czekałem na nich kolejne niedziele, jednak nie doczekałem się. Przeczytałem u księdza Pietrka chyba, zajmującego się analizą doktryny i zachowań Świadków Jehowy, że oni jak raz będą wpuszczeni do drzwi – zawsze wracają … A do mnie jakoś nie chcieli wrócić, hy hy hy …

    Owszem zaglądali do mojej żony, pod moją nieobecność. Ona ich zniechęciła na swój sposób i dziś już nie wpadają z Panem Bogiem… Szkoda… Dla katolików, a za takiego się uważam, to znakomita okazja do ich ewangelizacji :)

    Niedawno pewien młody człowiek, rozglądający się po świecie i po ludziach spierał się ze mną z powodu mojej katolickości, a raczej jakichś jej braków, jakie dostrzegał. Chłopak jest w okresie krytyki wszelkich wzorców i to jest zrozumiałe. Byłoby to zabawne, gdyby nie granica, którą przekroczył, granica tolerancji. Można wszystkie psy powiesić na czyichś poglądach, jednak to się różni od wieszania człowieka za jego poglądy. A młody człowiek przeszedł od krytyki poglądów do krytyki człowieka. Na szczęście system konstytucyjny w Polsce daje mi poczucie bezpieczeństwa i mogę swobodnie funkcjonować z dala od tego człowieka, w poczuciu osobistego spokoju i szczęścia. Mam nadzieję, że on też.

    Inny młody człowiek, zapalony racjonalista i hedonista, który z jakiegoś powodu zupełnie nie wierzy ani w Boga ani w jakąkolwiek duchowość, stał się inspiracją do bardzo wartościowych refleksji. Mianowicie:

    Świat oparty o racje – jest światem iluzorycznym, nieprawdziwym. Bo przecież każdy może mieć jakieś swoje racje i przez to świat nie rozlatuje się na miliardy kawałków.
    Dlatego systemy oparte o racje, tzw. systemy racjonalistyczne, są w istocie nieprawdziwe. Nikt nie może mieć monopolu na prawdę, dlatego, że ma rację. A rację ma każdy, kto uważa, że ją ma. Tylko, że z tego nic nie wynika dla prawdy. :lol:

    Prawda, skądinąd, nie jest monolitem i opiera się o różnorodność. Różnorodność czego? Ano, różnorodność odczuć. Znowuż, każdy ma inne odczucia i to jest naturalne i o to zazwyczaj nikt się nie kłóci, tak, jak o racje. :lol:
    I słusznie. Z wielu odczuć powstaje prawda. Czy istnieje tzw. prawda obiektywna? Nie. Nie istnieje. Przynajmniej z ludzkiego punktu widzenia, bo zawsze ten kto robi podsumowanie, wyciąga wnioski, choćby bardzo starał się być obiektywny – przemyca do wniosków swoje odczucia. Zdarza się to także w chłodnych, suchych pracach naukowych.

    Po co zatem wymienia się poglądy i opisuje swoje odczucia?
    Po to, by więcej dowiedzieć się o innych ludziach, o sobie samym a także przy okazji niejako, popatrzeć na przedmiot dyskusji pod innym kątem, od strony innych osób.

    Skoroświt, więcej miłosierdzia dla Elijaha :)

  5. Skoroświt Says:


    Visit Skoroświt

    Ostatnie cztery słowa z poprzedniej wypowiedzi to życzenia kierowane do całego świata i do mojej osoby jak najbardziej ;) (ach ten egoizm)

    Wiem że moje słowa mogą być odbierane jako ostre, wybaczcie, ten typ tak ma, taka jego wada, taka jego zaleta :) Dla równowagi Wszechświata Martin2100 dał tak gładką i sympatyczną odpowiedź że harmonia została zachowana :)

    A do wszystkiego co zostało tu napisane można zacytować słowa Jezusa: “Ojcze wybacz im, bo nie wiedzą co czynią” :)

  6. elijah Says:


    Visit elijah

    Skoroświt,
    zastanawialem sie czy komentowac chaos mentalny (a także i emocjonalny, bo wyczuwam pod Twoim pierwszym tekstem sporo emocji) ktory tutaj wrzuciłeś czy po prostu to wyrzucić do kosza?

    Zacznę od początku.

    Kazik Staszewski dawno temu śpiewał w jednej ze swoich piosenek “W Biblii nie ma słowa o celibacie/Znacie sie czy sie nie znacie?”

    No jak widać, kolega się nie zna. Bo gdyby poczytał o tym nieco więcej i przyjrzał się historii kościoła, to byłoby zupełnie jasne, że instytucja celibatu (której nota bene sprzeciwia się spora część katolickich księży) została wprowadzona wyłącznie w celu typowo materialnym i miała za zadanie zachowanie majątku kościelnego zamiast przekazywania go potomkom/dziecicom. Święta księga chrześcijan, czyli Biblia, o konieczności życia w celibacie nic nie wspomina. Proponuję sięgnąć po stosowną literaturę dot. historii chrześcijaństwa, naprawdę nie chce mi się tutaj o tym pisać.

    Dogmat o nieomylności papieża to kolejna bzdura sama w sobie. Żyje sobie taki człowiek, np. jako pan Ratzinger i jest oczywiście – jak wszyscy – najbardziej omylnym człowiekiem, po czym następuje głosowanie biskupów, wybierany jest papieżem i nagle staje się nieomylny. Trzeba niezwykle chorego umysłu, aby wytłumaczyć sobie w jakiś sposób ten proces. Po raz kolejny, jest to tylko głupi wymysł ludzki, dość nowy, bo z XIX wieku, mający za zadanie zachowanie zachwianego autorytetu papieża i nic więcej, nie mający jakiegokolwiek oparcia w świętej księdze chrześcijan. I znowu, spotykał się z krytyką niejednokrotnie, a przeciwnicy zostali wyłączeni z Kościoła i właściwie, doprowadziło to do kolejnego jego rozłamu.

    Odnośnie logiki, to aby negować logikę Arystotelesa należy najpierw nauczyć się z niej korzystać, umieć wskazać jej słabe punkty a następnie alternatywne rozwiązania. Z Twojej wypowiedzi wynika… zupełnie nic, poza bezsensownym atakiem na moje poglądy. Bo gdybyś z prostej logiki umiał korzystać, zrozumiałbyś bezproblemowo, że zamieszczanie określenia “moim zdaniem” w autorskim artykule nie do końca musi mieć sens, skoro wszystko to, co tam wyrażam, jest moim poglądem? ;)

    I jeszcze jedna rzecz na koniec – odnosnie tego fragmentu -

    “świadomości & miłosierdzia
    pax & bless”

    życzenia pokoju, błogosławieństwa, świadomości i miłosierdzia po agresywnym ataku to dla mnie tylko i wyłącznie hipokryzja głupca, takiego Krzyżowca, który ścina głowę niewiernemu w imię miłości bożej. Wybacz, ale nie przyjmuję tego od Ciebie w żaden sposób.

  7. Martin2100 Says:


    Visit Martin2100

    A jak byście tak wzięli się za łapki, usiedli w kręgu i pomedytowali tajemnice miłości Boga do Stworzenia i miłości Stworzeń do siebie samych, do siebie wzajemnie i do Boga?

    Może zarówno nauka jak i jakakolwiek religia okazałyby się po prostu nieważne w trakcie takiej medytacji i w jej długotrwałym efekcie ?

  8. Skoroświt Says:


    Visit Skoroświt

    Ładnie mnie “zrównałeś” w swojej obronie :) Stary sposób: najlepszą obroną atak. Tyle że ja nie Ciebie a mury Cię okalające chciałem poruszyć. Chyba że się utożsamiasz…
    No nic, nie udało mi się, zdarza się.

  9. Martin2100 Says:


    Visit Martin2100

    Bo najskuteczniejszą metodą kruszenia murów jest miłość.

  10. elijah Says:


    Visit elijah

    Skoroświt,
    znowu bezsensowne, durne tłumaczenie i beznadziejny wpis. Niestety, ludzie czasami tak mają, że jak raz już powiedzą jakąś bzdurę, to choćby się waliło i paliło – mocno i uparcie trzymają się swojego stanowiska.

    “Stary sposób: najlepszą obroną atak”

    Taaak… Przepraszam, czy to ja wszedłem na Twojego bloga czy Ty na mojego???

    “Tyle że ja nie Ciebie a mury Cię okalające chciałem poruszyć”

    Naprawdę?

    A na przykład zdanie: “A kim Ty Człowieku jesteś że stawiasz takie tezy jakbyś poznał Prawdę i mógł stwierdzić zarazem co nią nie jest?” do kogo jest adresowane? Uderza w nadawcę treści czy w komunikat???

    Przestan pieprzyć głupoty. Wszedłeś pełen ignorancji i niewiedzy do mojego domu, podważasz moje poglądy samemu nie mając zielonego pojęcia o temacie w którym piszesz, a teraz jęczysz że CI się oberwało. Przypomina mi to nieco sytuacje kiedy przypadkowy koleś wchodzi na ring z Andrzejem Gołotą i po chwili zaczyna płakać, że boli jak oberwał po gębie.

    Na przyszłość zastanów się 5,10 albo i 15 razy zanim kogokolwiek (lub jakiekolwiek poglądy) skrytykujesz, bo w chwili wyszedłeś jedynie na kompletnego ingnoranta.

    Martin,
    tak, miłość kruszy mury. Ale czasami, trzeba zwyczajnie komuś przypierdolić, bo żyjemy w prymitywnym świecie, gdzie pełno jest niedorobionych oszołomów, którzy zwyczajnie takiego czegoś potrzebują i do których mowa przez miłość to jak nadawanie wieczornych wiadomości w TVP sygnałami morsa – kompletnie niezrozumiały język!


Dodaj komentarz