…o pysze i skromności

Dodany: Tuesday, March 25th, 2008

Pycha wymieniana jest przez Kościół Katolicki jako jeden z grzechów głównych – i jakoś akurat w tej kwestii się z tą instytucją zgadzam. Pycha wyrasta na bazie zbyt wysokiej samooceny, zasadza się na ignorancji, u jej głębokich podstaw leży m.in. obawa przed poniżeniem, w rezultacie rodzi agresję i pogardę wobec osób słabszych. I jak najbardziej słusznie, nikt przy zdrowych zmysłach nie uważa pychy za pozytywny i pożądany aspekt osobowości.

Dla odmiany, powszechnie ceni się skromność jako cnotę, o czym zupełnie niedawno przypomniało mi kilka osób.

Wbrew mojej – chciałem powiedzieć wrodzonej, ale chyba się z tym jednak nie urodziłem ;) – niechęci do publicznych czatów, udałem się na jeden kilka dni temu. Początkowo rozmowa była o motylkach i pogodzie, czyli o niczym szczególnym generalnie, co jak mam wrażenie, jest dość typowe dla tego typu miejsc ;). W pewnym momencie któraś z przemiłych pań zapytała o nieco więcej o mnie, więc zacząłem pisać: młody, inteligentny o rozległych zainteresowaniach, dobrze wykształcony, szczupły ale dbający o ciało i kondycję fizyczną, pracujący w zawodzie, który lubi, nie narzekający na finanse, sporo podróżujący, jeżdżący fajnym autem i generalnie – w miarę spełniony w życiu facet. Nie napisałem tego, rzecz jasna, w jednym zdaniu –  wyszło to w nieco dłuższej rozmowie, no ale taka była mniej więcej odpowiedź.

Oczywiście, nie wątpię w to, że daleko mi do ideału mężczyzny (uchowaj Bóg, nigdy na takiego się nie kreowałem) i mam świadomość tego, że posiadam słabe strony i wady. Nie lubię przykładowo gotować i zupełnie brak mi talentów kulinarnych, w kuchni co najwyżej służę jako pomocnik przy krojeniu warzyw tudzież robię kanapki, jak zauważyłem ostatnio, obecność kobiety w domu rozleniwia mnie i powoduje, że odechciewa mi się sprzątać, mam niechęć do żelazka – stos koszul po wypraniu czeka na swoją kolej już chyba kilkanaście tygodni, sam zaś chodzę w jednej która nie wymaga prasowania (powinienem mieć ich więcej ;), a co gorsza, zawstydził mnie ostatnio jeden z moich gości, nasmarowując skrzypiące drzwi – hańba i wstyd dla prawdziwego mężczyzny, ale przysięgam, zwyczajnie nie zauważyłem! To nie wszystko, rzecz jasna, lista jest dłuższa i trochę by mi zajęło aby wszystko wymienić, ale to mniej istotne. Istotnym zaś jest, że to, kim jestem dzisiaj to efekt mojej wieloletniej, świadomej i ukierunkowanej pracy nad sobą i swoimi problemami. Urodziłem się w bowiem w małej, zapyziałej miejscowości, moje ciało przez lata było wątłe i chorowite, byłem generalnie zalękniony i zakompleksiony, w domu zasadniczo ciągle brakowało pieniędzy, jedyne wczasy w szkole podstawowej jakie zaliczyłem były w Zakopanem – organizowane dla ubogich dzieci, przez pierwszy rok studiów prawie nie chodziłem na imprezy… bo nie miałem kasy (a facetom przecież nikt drinków nie stawia), miałem problemy w relacjach rodzinnych – zaraz po studiach matka wyrzuciła mnie z domu i zostałem bez wsparcia, z kredytem do spłacania, bez pieniędzy i pracy, no a jeszcze zupełnie nie tak dawno zamiast 270 koni pod maską miałem tylko 23 – w rdzewiejącym i dosłownie rozsypującym się, 20-letnim Fiacie 126p.

Nie było mi jednak dane porozmawiać na jakikolwiek inny temat – gdyż zostałem zaatakowany przez dwie osoby, które w złośliwy i agresywny sposób próbowały wyśmiać i podważyć moje słowa, rzucając oszczercze komentarze. Ktoś też dodał jeszcze, że bliższa mu raczej postawa owych złośliwców niż moja – mało skromna i pełna pychy. No i faktycznie, jakby przypatrzeć się temu, co napisałem o sobie na czacie, można bez zastanowienia powiedzieć, że skromny to nie jestem za grosz. Wygląda, że słusznie utarto Elijahowi nosa, nieprawdaż? Tylko, że jest pewien kłopot – to co napisałem, to szczera prawda o mnie, tak siebie bowiem widzę, zachowując możliwie dystans i co więcej, za taką oceną przemawiają rzeczywiste fakty. I co teraz? Otworzyły mi się klapki i zobaczyłem, na czym owa pozorna sprzeczność polega, odkrywszy coś niewątpliwie zaskakującego.

Otóż, jak zauważam i stwierdzam z pełną odpowiedzialnością, kultywowana powszechnie cnota skromności jest niczym innym, jak bliźniaczą siostrą pychy – i to zdumiewająco do niej podobną, niemalże jak lustrzane odbicie!  Podobnie jak pycha, skromność wynika z niewłaściwej samooceny – tylko, że w tym wypadku jest rezulatem jej zaniżenia zamiast zawyżenia. Jeśli bowiem pycha to nadmierna wiara we własne możliwości i przecenianie siebie, zrodzona na bazie przerośniętego optymizmu, to skromność wprost przeciwnie – bazuje na zakorzenionym pesymiźmie i wynika z niedoceniania siebie, braku wiary w swój potencjał, kultywacji niemocy i poczucia bezradności. Skromność przynosi nieakceptującą, agresywną i atakującą postawę w stosunku do tych, którzy odchylają się od uznawanej powszechnie normy i odnoszą życiowe sukcesy – identycznie jak pycha, która atakuje życiowych nieudaczników. To samo jest z szacunkiem – podobnie jak pycha rodzi pogardę i brak szacunku do słabszych od nas, skromność przynosi te same owoce w stosunku do tych, którym, jak sądzimy, się dobrze powodzi. Obie cechy – skromność i pycha – bazują na konieczności oceniania i porównywania się z innymi a także – poniżania innych osób. Obie skrywają kompleksy. I co warte podkreślenia i uwagi – obie są efektem ignorancji względem… samego siebie.

Oczywiście, wydaje się, że skromność jest bardziej pozytywna od pychy. Zasadniczo wynika to z odmienności reakcji i efektów – osoba nadmiernie pewna siebie, chcąc się dowartościować, zaatakuje bez wahania; osoba skromna być może stłumi w sobie agresję (choć anonimowość Internetu bardziej sprzyja jej wyrażaniu); osoba pewna siebie będzie podejmować działania, które mogą szkodzić innym – zaś prawdopodobne, że osoba skromna, przytłoczona negatywnymi emocjami, niczego nawet nie rozpocznie. Osoba pyszna będzie głośno wyrażać swoje myśli – osoba skromna będzie bała się odezwać. Stąd różnice w odbiorze obydwu zachowań – dla otoczenia osoba pełna pychy potrafi być zdecydowanie bardziej destrukcyjna i mniej przyjemna. Dalej jednak pycha i skromność to dwa bratanki.

Gdzie zatem leży ideał? Harmonia między pychą a skromnością może wynikać z jednego: poznania siebie. Osiągam wówczas stan właściwej samooceny, wynikający z poznania kim jestem: nie jest to ani wysoka, ani niska samoocena, gdyż obie nie są korzystne. Im bardziej znam siebie, tym mniej się pysznię czy też bywam fałszywie skromny – po prostu żyję prawdą o sobie, widzę rzeczy takimi, jakimi są naprawdę i akceptuję tak samo swoje wady jak i zalety – co wcale nie oznacza, że nie chcę się dalej zmieniać!. Jestem naturalnie sobą, szanuję siebie, swoje myśli, słowa i odczucia a także, szanuję innych, swobodnie się wyrażając. Nie sądzę, aby ten stan można było ogólnie zdefiniować: każdy jest indywidualny, dla każdego ów balans jest gdzie indziej, to trzeba wewnętrznie poczuć. Cbserwując, jak się coraz bardziej u mnie przejawia i pogłebia wierzę, że jest realnie osiągalny – czego sobie jak i wszystkim życzę.

Elijah


5 Responses to “…o pysze i skromności”

  1. Elijah – blog » Artykuł o pysze i skromności Says:


    Visit Elijah – blog » Artykuł o pysze i skromności

    [...] …o pysze i skromności [...]

  2. Eli77 Says:


    Visit Eli77

    Madrze, ciekawie dowcipnie! Ja na Twoim miejscu chwalilabym sie od rana do nocy,bo to nie pycha a wysoka samoocena:). PS.Jak juz ta jedna, jedyna koszula spadnie Ci z grzbietu to mozesz reszte podrzucic do wyprasowania:)))

    Elijah: dzięki, podaj proszę adres, ewentualnie zapraszam do siebie w wolny weekend :)

  3. Eli77 Says:


    Visit Eli77

    Szybko ta koszula sie znosila skoro natychmiastowy odzew!:))) PS.Odpisalam na maila i dostalam zwrot:(, czy adres jest aktualny?,….moze skrzynka przepelniona?

  4. mirabelka Says:


    Visit mirabelka

    Hm, napisałam na ten sam temat i wydaje mi się, że podejście mamy podobne. Zaznaczę tylko, ze Twój tekst przeczytałam teraz:) pozdrawiam
    http://ezoteryka-gospodyni-domowej.blog.onet.pl/2,ID336750100,index.html

    Elijah: Cześć Mirabelko, dzięki za linka, faktycznie, dość podobne podejście :)

  5. andrew Says:


    Visit andrew

    Podoba mi się twój blog trafiłem, przez przypadek ze ztrony rozwój duchowy. Zauważyłem wiele analogi ze sobą, więc może dlatego się odezwałem…:) Mam konkretne pytanie więc nie będę się rozpisywał przejrzałem to co piszesz i nasuwa się od razu myśl, że jesteś sam…. Czy mimo tego co masz nie odczuwasz swego rodzaju pustki… bo tak naprawdę nie wiem czy cokolwiek jest w stanie się równać z uczuciem jakie daje “właściwa” kobieta u twojego boku…..

    Elijah: Wiesz, to jest bardzo ciekawe pytanie, myślę, że pewnego dnia odpowiem Ci na nie w blogu…


Dodaj komentarz