…o autorze
Krótki rys autobiograficzny dla tych wszystkich, którzy kiedykolwiek zastanawiali się, jaki człowiek kryje się za tekstami na tej stronie.
Urodziłem się zupełnie nie tak dawno w niewielkiej, szarej i niczym nie wyróżniającej się miejscowości w centralnej Polsce. Moje dzieciństwo przypominało do złudzenia dzieciństwo każdej osoby, która miała przyjemność doświadczać życia w biednej rodzinie zamieszkującej blok z szarych płyt. Byłem zwykłym chłopcem, który w zasadzie nie wyróżniał się niczym specjalnym spośród rówieśników, no może poza tym, że zawsze byłem bardzo inteligentny i całkiem oczytany, a jednocześnie fizycznie słaby i zastraszony na tyle, aby nie sprawiać żadnych kłopotów wychowawczych ;) Jedną z rzeczy, która mnie od dziecka fascynowała, był temat Boga i oddawałem się z żarliwością wszelkim duchowym praktykom jakie wówczas znałem, czyli modlitwie i Mszy Świętej.
Tymczasem już w we wczesnym wieku młodzieńczym, w moim chłopo-robotniczym rozumie zaczęło coś zgrzytać. Zacząłem zastanawiać się dlaczego jestem katolikiem i słucham prawd, jakie głosi Kościół? Jedyna szczera odpowiedź, na jaką mogłem się wówczas zdobyć przeraziła mnie doszczętnie – jestem chrześcijaninem tylko dlatego, że urodziłem się w chrześcijańskim kraju. Bardzo prawdopodobne, że gdybym urodził się w Izraelu byłbym Żydem, w Iranie – wyznawcą Allaha, zaś w Indiach – hinduistą traktującym reinkarnację jak chleb powszedni. Szokujące: miejsce urodzenia wyznaczało moje duchowe przekonania. Tymczasem: gdzie jest Prawda?
Pierwszego wyłomu dokonał Anthony de Mello ze swoim „Przebudzeniem”, książką, którą do dzisiaj bardzo cenię i która wyznaczyła pewnien punkt zwrotny w moim życiu (zdumiewające, jak bardzo człowiek ten opisywał słowami to, co istniało niewypowiedziane w moim wnętrzu!). W wyniku dalszych, samodzielnych już przemyśleń do końca zbuntowałem się przeciwko Kościołowi. Czarę goryczy dopełniło samodzielne studium nad historią chrześcijaństwa – uświadomiłem sobie wówczas, że o dogmatach wiary, w które tak mocno wierzyłem, decydowali ludzie skorumpowani, zepsuci, zamieszani w polityczne intrygi i morderstwa, zarówno te ciche jak i prowadzone, w imię Boga, na ogromną skalę. Kościół przestał być dla mnie duchowym autorytetem, odmówiłem chodzenia na msze, przestałem się modlić i w momencie, w którym kończyłem liceum moje duchowe życie było w całkowitej rozsypce. Do dziś zastanawiam się, jakim cudem normalny, zdrowo myślący człowiek zapoznawszy się z historią chrześcijaństwa może nadal ufać instytucji Kościoła? Ważne jednak, że nigdy nie zanegowałem istnienia Boga – oddzieliwszy pojęcie Boga od Kościoła wydawało mi się czymś oczywistym, że za tym ogromem rzeczy, które każdego dnia widzę, kryje się jakaś większa, potężniejsza i z całą pewnością inteligentna siła.
Uroki życia studenckiego i mieszkania w akademiku pochłonęły mnie na pewien czas, niemniej nie na tyle, abym zapomniał o swoim wewnętrznym pragnieniu poznania Prawdy i chęci odkrycia, że pozwolę zacytować samego siebie, „o co w tym wszystkim tak naprawdę kurwa chodzi?” (czy wspominałem, że zdarza mi się przeklinać? ;) Pojawienie się w moim życiu Internetu otworzyło mi drogę do ogromnych zasobów wiedzy i nawet nie wiedząc do końca jak, w pewnym momencie uświadomiłem sobie, że studiuję apokryficzną ewangelię Tomasza, buddyjską Dhammapadę oraz Tao Te King mistrza Lau Tsy. W międzyczasie kolega wspomniał o wujku bioenergoterapeucie, dostałem od niego książkę opisującą czakry i niewidzialne energie, ale przez długi czas tkwił we mnie opór aby z nią się zapoznać. W tym samym czasie moja koleżanka podsunęła mi książkę innego autora poświęconą tym samym zagadnieniom, i choć niezwykle zaintrygowały mnie zbieżności w opisach czakr, itd., to jednak dopiero DOŚWIADCZENIE, a nie sucha intelektualna wiedza było tym, co wywiodło mnie z portu duchowej ignorancji w którym dotychczas kotwiczyłem.
O istnieniu energii subtelnych przekonało mnie spotkanie z wampirem. Prawdziwym, energetycznym wampirem, człowiekiem, który w sposób świadomy potrafił kraść energię od innych ludzi. Nie zapomnę uczucia, jakie wywołało we mnie półgodzinne spotkanie z tą osobą – w miarę trwania naszego spotkania przychodziła mi coraz większa ochota, aby spieprzać gdzie pieprz rośnie. W piękny, ciepły wiosenny dzień poczułem się nagle ogromnie zmęczony, przez moje ciało zaczęły przebiegać ciarki zimna i nie wiedzieć dlaczego, nagle odpłynęła cała radość i ochota życia. Położyłem się spać nadzwyczaj wcześnie, natomiast jeszcze tego samego wieczora dogłębnie zrozumiałem, że fakt istnienia niewidzialnych energii jest absolutną prawdą. Na szczęście, po dwóch dniach mój stan energetyczny wrócił do normy, lecz dopiero dwa lata później nauczyłem się, jak skutecznie zabezpieczać się przed takimi osobnikami.
Tymczasem, owo wydarzenie spowodowało, że zapragnąłem widzieć owe subtelne energie. Trafiłem zatem do człowieka, o którym wiedziałem, że potrafi je zobaczyć i zapytałem o tą sprawę. Okazało się, że zamiast lekcji widzenia aury dostałem jakiś wykład o podświadomości, afirmacje i zadanie domowe do odrobienia. Przez pewien moment wydawało mi się, że ktoś mnie tutaj nieźle wyrolował, niemniej, odczucie wielkiej psychicznej ulgi, jakie towarzyszyło temu spotkaniu spowodowało, że postanowiłem zaufać temu człowiekowi i naukom, które mi przekazuje. Tak więc, w wieku 21 lat poznałem swojego pierwszego z krwi i kości mistrza duchowego, porzuciłem – ku zdziwieniu wszystkich współrodaków z akademika – picie alkoholu i rozpocząłem ścieżkę duchowego, świadomego samorozwoju.
Zmiany, jakie nastąpiły w przeciągu pierwszych kilku miesięcy spotkań z R. były dla mnie wręcz magiczne. Dowiedziałem się o istnieniu podświadmości oraz nadświadomości, o zasadach kreacji wg Huny, o tym jak funkcjonuje ludzki umysł i całą masę innych rzeczy. Zafascynowało mnie to całkowicie, zwłaszcza, że dekrety afirmacyjne, z którymi wówczas pracowałem, czyniły prawdziwe, namacalne cuda. Przy ogromnym bezrobociu, sięgającym wówczas nawet 20%, udawało mi się, podążając za praktycznymi wskazówkami mistrza, bez problemu znajdować pracę, po długim czasie przerwy w związkach partnerskich poznałem interesującą kobietę i zacząłem widzieć, jak moje życie stopniowo, krok po kroku odmienia się na lepsze.
Studia zakończyły się, rozpoczęło się życie i ewidentnie, z czasem odnotowywałem coraz większy wpływ duchowego poznania na to, jak wygląda moja codzienna rzeczywistość. Zmieniłem miejsce zamieszkania i poznałem grupę osób zajmującą się duchowymi sprawami oraz pracą ze zmarłymi. Przyznam, że traktowałem cały temat bardzo abstrakcyjnie. W zamian za wyświadczoną pomoc zaproszony zostałem przez S. na jego autorski kurs tanatoterapii, na co z chęcią przystałem. Po jego zakończeniu zaśmiałem się sam do siebie, że nie mam pojęcia do czego ta wiedza miałaby być przydatna. Weryfikacja przyszła nadspodziewanie szybko – po kilku tygodniach, leżąc w łóżku z dziewczyną, zobaczyłem w odbiciu w lustrze „swojego pierwszego” zmarłego. Zignorowałem to jako iluzję swojego umysłu i z podobnym niedowierzaniem (ale i sporym lękiem) zareagowałem, kiedy ów zmarły obudził mnie w środku nocy. Kiedy pojawił się następnego dnia wieczorem, zrozumiałem, że to się dzieje naprawdę – i zastosowawszy w praktyce to, czego się wcześniej dowiedziałem, pomogłem odejść swojej pierwszej zmarłej osobie. Tak oto rozpoczęło się moje życie egzorcysty: pod okiem mistrza i przyjaciela S. zacząłem stawiać swoje pierwsze kroki i napotykając coraz więcej niecielesnych istot poznawałem, jak bardzo bogaty i niezwykły jest niewidzialny świat wokoło nas.
Chęć coraz głębszej i poważniejszej pracy nad poznawaniem siebie zaowocowała spotkaniem z mistrzem Z. Zaczęło się od snu, w którym pomógł mi wyjść z dołka pewien mężczyzna z… rozmazaną twarzą. Nie wiedziałem wtedy jeszcze, kim ów mężczyzna jest, niemniej gdy zapytawszy nieznajomego człowieka o imię usłyszałem żartobliwy komentarz siedzącej obok dziewczyny, że „z twarzy podobny jest zupełnie do nikogo”, uświadomiłem sobie jasno, że ów „niepodobny do nikogo” człowiek to postać z mojego snu. Dzięki tej znajomości poznałem regresing i zacząłem przypominać sobie swoje poprzednie wcielenia. Zdumiało mnie, jak wiele z tego, co istnieje teraz, jest dosłowną kontynuacją naszych poprzednich żyć. Co prawda, odkrywanie przeszłości nie było cudowną bajką – na światło dzienne wychodziły zupełnie zdumiewające rzeczy, z którymi musiałem sobie radzić, niemniej, biorąc pod uwagę, jak bardzo silnie połączone jest moje obecne życie z przeszłością, poznawanie tego było konieczną terapią.
Tak wyglądały moje początki, od tamtych chwil minęło już dobrych kilka lat. W międzyczasie poznawałem coraz wiele nowych, fanstastycznych technik rozwojowych – medytacje, afirmacje, wahadła, techniki oddechowe, EFT i inne, które stosuje słuchając głosu intuicji – czyli wtedy, kiedy uznam za stosowne ich stosowanie. Udoskonaliłem sztukę egzorcyzmów, kontaktując się i pomagając ludziom w problemach z rozmaitymi istotami duchowymi. Nauczyłem się korzystać z Reiki i uzdrawiania duchowego i choć nie czuję się terapeutą, to zdarza mi się pomagać ludziom z wykorzystywaniem tych narzędzi. Przypominam sobie coraz więcej moich poprzednich wcieleń, choć znacznie bardziej preferuję życie tu i teraz niż kopanie się w brudach przeszłości. Wcześniejszą rygorystyczną praktykę duchową zastąpiłem spontanicznym podejściem, gdzie praktykuję wtedy, kiedy czuję, że powinienem cokolwiek ze sobą zrobić. Będąc świadomym duchowego wymiaru istnienia pozwalam się spontanicznie nieść do przodu, płynąc na fali przełamywać swoje lęki, w których widzę jedyny hamulec do realizacji swojego Boskiego planu. Z coraz większą odwagą realizuję swoje życiowe marzenia, starając się korzystać jak najpełniej z czasu, jaki dał mi dany na tej planecie. Świat duchowy i duchowe doświadzcenie stały się dla mnie nieodłączną częścią życia. Zacząłem postrzegać świat materialny jako jego zwyczajne przedłużenie niż coś rozdzielnego. Nadal czuję się uczniem i widzę jak wiele jeszcze nie widzę, ale jednocześnie pracując coraz dalej nad oczyszczaniem karmy, odkrywam coraz głębszą doskonałość, która wyraża się poprzez Życie.
Na zakończenie chciałbym podkreślić ważną rzecz – mimo, że o wielu osobistych rzeczach, problemach i sprawach nad którymi w swoim wnętrzu pracuję tutaj w ogóle nie wspominam, to praca nad sobą trwa u mnie na bieżąco i jest najważniejszym elementem mojego codziennego życia – nie tylko duchowego, ale życia w ogóle. Praktyka duchowa a nie czytanie czyichś blogów czyni mistrza ;-)
I myślę, że jak na nocny esej, który kończę pisać o nietypowej, piątej czterdzieści godzinie, powiedziałem wystarczająco wiele o sobie :)
Dziękuję Ci za odwiedziny mojej strony i życzę miłej lektury i wielu owocnych inspiracji!!!
PS. Tutaj link do mojej galerii zdjęć – http://picasaweb.google.pl/danielstrips
Kwiatek Says:
October 11th, 2009 at 7:39 pmVisit Kwiatek
Nie bać się, myśleć, czuć, oddychać swobodnie, żyć – takie obrazki wyświetlają sie na kwiecistym ekranie podczas lektury Twojego duchowego CV.
Pozdrawiam :)
PS. Ale czasem to sie jednak wyśpij hehehe… ;D
Marek Says:
October 12th, 2009 at 11:48 pmVisit Marek
De Mello mnie też popchnął na ścieżkę rozwoju duchowego, książka “przebudzenie” to majstersztyk, napisana bardzo lekko i czytelnie, wstrząsnęła mną i moim katolickim światopoglądem. Geniusz nie Jezuita :)
elijah Says:
October 14th, 2009 at 9:41 amVisit elijah
Dzieki Kwiatku, czasami zdarza mi się wysypiać, np. dzisiaj dwa razy w ciągu dnia, jakoś się tak… rozregulowałem ;)
elijah Says:
October 14th, 2009 at 9:41 amVisit elijah
Tak, de Mello jest genialny ;)
Zofia Says:
October 15th, 2009 at 4:05 pmVisit Zofia
Przeczytalam pare artykulow przez Ciebie napisanych i informacje o Tobie pomogly mi poznac Ciebie jako wspaniala duchowa istote, ktora dzieli sie swoimi doswiadczeniami i madroscia plynaca od serca.Dziekuje Ci za to.
Pozdrawiam i chetnie znow poczytam cos nowego.
elijah Says:
October 15th, 2009 at 7:53 pmVisit elijah
Dziękuję za ciepłe słowa, choć bez wątpienia jeszcze wiele pracy przede mną ;)
Karina Says:
December 19th, 2009 at 11:46 pmVisit Karina
Cieszę się, że tu zawitałam, bardzo ciekawe teksty, i interesujące spojrzenie na wiele spraw. A czas czytania – jednym tchem..
elijah Says:
December 20th, 2009 at 10:42 amVisit elijah
Miło mi Cię tutaj gościć, Karino :)