…o śmierci i… życiu
„Fascynujące, gdy się pomyśli, że wokół nas jest cały niewidzialny świat, którego nie dostrzegamy. Mówię, oczywiście, o Świecie Niewidzialnych Strasznych Szkieletów.”
(anonim z czeluści Internetu)
Przebudziłem się dzisiaj przed budzikiem, a dokładniej, wbudowanym w telefon alarmem. Powierzenie porannej pobudki telefonowi działającemu w oparciu o system Microsoftu i mającemu raptem dwa wbudowane dzwonki – jeden robiący „Piii Piii”, drugi symulujący odgłos szczekającego psa jest czynem balansującym na granicy odwagi i głupoty (przecież to Windows – alarm może w ogóle nie zadziałać! ;), ale, szczerze powiedziawszy, nie o tym mam zamiar dzisiaj pisać ;-)
Po głowie krążyły mi obrazki z ledwo co zakończonego snu, w którym jeździłem ze zdumiewająco dużą szybkością na nartach. Mam czasami wrażenie, że w snach załatwiam sprawy, których nie robię w życiu realnym – gdyż póki co, nie miałem jeszcze przyjemności obcować z nartami. Kto wie, może pewnego dnia odkryję w sobie nową pasję? Wracając do treści snu: wyraźnie pamiętam jego zakończenie, gdy będąc w jakimś pomieszczeniu miałem wrócić na szlak przez niezwykle ciasne, klaustrofobiczne wyjście… w suficie. Będąc pogrążony w półprzytomnym letargu i leniwie czekając aż zapieje kogut (tak, dograłem trzeci dzwonek – znudziło mi się szczekanie psa ;), zastanawiałem się nad symboliką owego przejścia. Pojawiły mi się dwie opcje: pomyślałem, że jest to coś związanego z narodzinami, albo… o dziwo, ze śmiercią. Uhm, tak, to jest właściwy wątek!
Nagle wydarzyło się coś niecodziennego: przez krótką chwilę, w mgnieniu oka, poczułem, jak wygląda umieranie. Jak piszę te słowa, przypomina mi się opis jasnowidzącego jogina, który opisywał ten proces z zewnątrz, opisując jak po kolei zamykają się poszczególne czakry. Ja tymczasem poznałem to doświadczenie z innej strony, od środka – przeżyłem śmierć jako radosną, ekstatyczną wręcz transformację, podczas której zanurzyłem się w eksplodującej Światłości. Niezwykłe! Myślę, że obydwa opisy ładnie ze sobą współgrają, pokazując co się wówczas dzieje – kończy się nasza aktywność zewnętrzna, a skupiamy się na sednie swojej istoty, na swoim wnętrzu, zbliżając do pierwotnej natury. Przypominam sobie także pewną sesję regresywną, która miała miejsce kilka lat temu. Wówczas również przeszedłem przez śmierć – i było to tak samo piękne doświadczenie. Interesujące, że Światłość, która w trakcie sesji rozlała się po moim ciele, odczuł również mój terapeuta.
Oczywiście, dla Ciebie, drogi czytelniku, moje doświadczenie może być kompletnie bez znaczenia – przelane na papier tworzy tylko zbitek słów, kolejną porcję tajemnej wiedzy o świecie, której prawdziwości być może nie potrafisz zweryfikować. Całkiem prawdopodobne, że, Twoje przekonania są różne od moich, być może żyjesz w oczekiwaniu na nadejście Królestwa Niebieskiego, być może wierzysz w koniec ludzkiej egzystencji po śmierci, albo też i jesteś zagorzałym wyznawcą „Świata Niewidzialnych Strasznych Szkieletów”… To wszystko nie ma znaczenia, gdyż najważniejsza rzecz przed nami.
…
Kiedy pojawił się u mnie ten stan umierania, pochłonęła mnie bezdennie jedna, jedyna myśl związana z ludzką egzystencją. Trudno ją wyrazić jednym zdaniem; ta rdzenna myśl, wypływająca z serca, trwała raptem ułamek sekundy, ale przelana na papier stworzyła mnóstwo pytań::
…czy dobrze przeżyłem swój czas w tym ciele?
…czy mogę w pełni zadowolenia odejść?
…czy prowadziłem swoje życie najlepiej jak potrafiłem?
…czy mogę opuścić ten świat nie żałując niczego?
…czy dobrze wykorzystałem każdą daną mi chwilę?
…czy czuję się całkowicie spełniony?
Nie potrafię, nawet w małym stopniu, przekazać uczucia jakie mnie wówczas ogarnęło. Ale jedno wiem na pewno, że został po nim głęboki, niezatarty ślad: wiem, że chcę, z otwartym sercem i umysłem, przeżyć swoje życie najpełniej, najlepiej i najwspanialej jak tylko potrafię; wiem, że chcę pokonać swoje lęki, słabości i ograniczenia po to, aby doświadczać nieskończonej wspaniałości życia. Nie chcę afirmować: całe moje jestestwo pragnie stać się afirmacją życia. Wiem, że chcę przywitać moment śmierci ciała z podniesioną głową, chcę, żeby ostatni oddech ciała był oddechem radości z dobrze przeżytego, wypełnionego życia.
…
I Tobie również tego życzę
Elijah
Ja Says:
February 8th, 2009 at 11:12 pmVisit Ja
W tej kwestii już kiedyś wtrąciłam kilka zdań i nadal podtrzymuję swoje zdanie – raczej niepotrzebnie się boimy. Tak czy siak zaliczyć każdy musi. Pozdrawiam Cię Elijahu z całego serca.