Starość… czy młodość?

Dodany: Thursday, July 2nd, 2009

[historia sprzed kilku dni]

Upalny dzień, wychodzę zadowolony spod prysznica (bez skojarzeń, proszę: tym razem rozanieliła mnie tylko… woda ;)
-Czuję się jak młody bóg! - rzucam z radością.
-Już chyba nie taki młody - odpowiada - mam wrażenie że z delikatnym przekąsem - koleżanka, która użyczyła mi swojej łazienki.

Przyznaję, dało mi to do myślenia. I to nie chodzi nawet o mnie: co prawda wkrótce kończę 31 lat, lecz ludzie z reguły oceniają mnie na 28, co i tak jest zupełnie nieistotne, jak ma się ciało w bardzo dobrej formie oraz ducha w rewelacyjnej kondycji ;) Czuję się młody i wolny jak nigdy wcześniej.

Przypominam sobie raczej swoich znajomych. Koleżanka, lat prawie pięćdziesiąt, która właśnie rozwodzi się z mężem. Przez ponad 20 lat małżeństwa jej “połówek” usiłował wcisnąć ją w rolę kury domowej, zajmującej się jedynie domem. Teraz ma więcej swobody i zaczęła żyć: zrobiła wraz ze mną kurs nurkowania, skoczyła ze spadochronem, zaczęła podróżować oraz dla frajdy sprawiła sobie motocykl, bagatelka, 600cm3 pojemności. Inny kolega, któremu właśnie wybiła pięćdziesiątka, niedawno kupił sobie deskę do wind-surfingu i zaliczył odpowiedni kurs. Jeszcze inny, który dobiega już do 60 roku życia, zapragnął nauczyć się gry na bębnach, do tego - będąc wprawdzie instruktorem tai-chi - ukończył pełen fascynacji kurs instruktora… pilates ;) Znałem też kiedyś człowieka, prezesa pewnej organizacji charytatywnej w Warszawie, który mimo 70-tki na karku wstawał codziennie rano i zaczynał dzień od kawy i basenu, zaś w pracy tętnił tak niesamowitą energią i zapałem, że nikt z jego młodszych współpracowników chyba mu w tym nie dorównywał.

Oto, mili państwo, jak żyją moi “starzy-młodzi” przyjaciele: pełnią życia.

I po raz kolejny okazuje się, jak niezwykle ważne jest to, co posiadamy w głowie niż wiek, pieniądze czy cokolwiek innego…


Stanisław i inicjacja, której nie było

Dodany: Wednesday, July 1st, 2009

-Ale się ‘uduchowiłem’ - śmieje się Stanisław potrząsając puszką piwa, którąś z kolei tego wieczora. Po chwili dodaje całkiem poważnie:
-Cholera, coś mi strzyknęło w karku.
Sekunda zastanowienia i rzuca dowcipnie:
-To pewnie mój przewodnik wali mnie po karku za moje ‘uduchowienie’ :)

Kolejna lekcja: nigdy nie oceniaj czyjejś ścieżki duchowej. Wypowiadam pewne słowa i czuję, jak w tej samej chwili eksploduje mi czakra korony, rozlewając się wspaniałą energią po całym ciele. Przypomina to nieco orgazm, tylko że bardziej subtelny - energia 7 czakry jest zdecydowanie inna niż drugiej ;). W głowie mojego przyjaciela kilka browarów, lecz patrzy na mnie i rzuca zdumiony: “Wow, ale Ci wywaliła korona” i przenosząc wzrok na czubek mojej głowy obserwuje sobie spokojnie moją aurę. Parę chwil później: dzwoni telefon i zrozpaczona kobieta prosi o pomoc mówiąc, że “coś jest w jej mieszkaniu”. Stanisław skupia się na moment, wyczuwa obcy byt… i kilka sekund później mieszkanie jest już czyste. Uspokaja kobietę i przekazuje jej informacje, jak pracując z energią Matki Ziemi zabezpieczać się na przyszłosć przed takimi niechcianymi goścmi.

I tak, w miłej, radosnej i totalnie niecodziennej atmosferze spędzam kolejny wieczór ze Stasiem na podwarszawskiej działce. Swego czasu znany bioenergoterapeuta i uzdrowiciel, uczestnik wielu targów ezoterycznych, egzorcysta ze setką doświadczeń w tym temacie, autor energetycznych mandal oraz książki, która nigdy nie ukazała się w druku (może zamieszczę fragmenty na tej stronie), bohater kilku artykułow w Czwartym Wymiarze i Nieznanym Świecie (jeden z nich pokazał się tam całkiem niedawno), dziś zaś pracownik fizyczny w jednym z wielkich supermarketów.

Dla mnie zaś - serdeczny przyjaciel i nauczyciel, nasza znajomość jest odwieczna niemalże ;) Ilość bezcennych lekcji, jakie od niego otrzymałem w tym życiu, jest zdumiewająca. Przy jego boku, wiele lat temu w Warszawie, stawałem pierwsze nieśmiałe kroki na duchowej ścieżce. Pod jego bacznym okiem odprowadzałem ’swoich’ pierwszych zmarłych i dokonywałem egzorcyzmów, to on korygował błędy i uczył, jak prawidłowo podchodzić i traktować te tematy. I jeszcze setki innych rzeczy, których się od niego dowiedziałem i zapewne mógłbym z nich stworzyć oddzielną książkę.

Tym razem widzimy się po raz ostatni.

-To nasze ostatnie spotkanie w tym życiu, Stasiu - mówię z lekkim wzruszeniem.
-Ale, co Ty opowiadasz - wyskakuje nagle jego dziewczyna.
-Wiem - przerywa jej Stanisław - czuję tą energię… końca.

Siedzimy w milczeniu i jest to początek jednej z ostatnich lekcji, jaką dostaję od swojego mistrza. Odbywa się inicjacja… której tak naprawdę nie było: samo nasze spotkanie wystarczyło, aby została mi przekazany dostęp do potężnej, ale bardzo specyficznej oczyszczającej energii, bez żadnych rytuałów, ceremonii, nauk… Zdumiewające i w pewnym sensie… przerażające rzeczy dzieją się dalej i po dzisiejszej nocy, gdzie w burzy i deszczu medytowałem samotnie w drewnianym domku, zacząłem rozumieć, dlaczego, jak powiedział mi Stanisław, nikt jeszcze tej energii nie przyjął. Rozpoczął się mój proces integracji, w stopniu, jakiego sobie nie byłem w stanie wyobrazić jeszcze parę lat temu.

I tylko tyle mogę na ten temat powiedzieć, dla dobra czytelnika. Naprawdę, tym razem nie żartuję.

PS. Tak, jestem w Polsce. Więcej wrażeń ogólnych już wkrótce ;)


Włochy i kilka przemyśleń

Dodany: Sunday, June 28th, 2009

Opuściwszy piękną i pełną wrażeń oraz słońca Grecję udałem się do Mediolanu. Pierwsze wrażenia z pobytu w tym mieście dość przeciętne: energetycznie bardzo przypomina Warszawę, czyli typowe miasto handlu i biznesu. Zniechęciłem się nieco, nie przepadam za tak “ukierunkowanymi” zbiorowymi energiami, gdyż nie wpływają na mnie specjalnie inspirująco. Tak przynajmniej myślałem na początku: w pewnym momencie pojawiła się myśl, że zamiast te energie negować, lepiej je zaakceptować. Efekty były nadspodziewanie pozytywne.  Raz, że poczułem wielką ulgę i zrobiło się wokoło mnie znacznie przyjemniej, dwa, zdumiał mnie efekt pozytywnego oddziaływania owej energii: najpierw jeden telefon, potem następny i po krótkich negocjacjach wystawione na sprzedaż - od blisko trzech tygodni - auto znalazło nowego właściciela!

Oto jak Mediolan okazał się dla mnie prawdziwym miejscem biznesu. I zarazem przykład jak aktywnie wykorzystywać wibraje danego miejsca ;)

Mediolan to także niezwykle przyjemny dzień z koleżanką D., która okazała się przemiłą i fantastyczną osobą i świetnie zrelaksowałem się w jej towarzystwie. Dodam też, że dostała ona ode mnie Złotą Palmę za najbardziej piękne, niezwykłe, tajemnicze i pełne Światła oczy, jakie w życiu widziałem. Fenomen tym większy, iż historycznie jestem fanem ciemnych oczu, tymczasem tą zaszczytną nagrodę otrzymał egzemplarz w kolorze niebieskim :) Dziś nieco żałuję, że nie zrobiłem żadnej fotografii (naprawdę, sam się sobie dziwię), ale być może, należy je ujrzeć na żywo, aby w pełni docenić ów nieprzeciętny urok i blask :)

Następym etapem podróży były włoskie Alpy i niewielka wioska Tesino, tak fotogeniczna, że zasłużyła na więcej zdjęć niż Mediolan. Dwa pozostałe fenomeny tej miejscowości to… moi gospodarze ;) Wielkie pozytywne zadziwienie spawiła mi kuzynka, która wyprała i wyprasowała mi wszystkie brudne rzeczy. Dla kogoś to może drobiazg, ale wielki, bo uświadomił mi jak bardzo niezależnym stałem się mężczyzną - naprawdę nie pamiętam kiedy ostatnio kobieta sprawiłaby mi taki prezent.

Druga postać to G., mój niedoszły ojczym. Swego czasu przy jego sporym udziale znalazłem się bez dachu nad głową, golutki i wesolutki - ze świeżym dyplomem magistra podrzędnej politechniki, praktycznie bez żadnego doświadczenia zawodowego, z 1 tys. PLN w kieszeni, 5 tys. PLN długu w postaci kredytu studenckiego oraz przy bezrobociu sięgającym blisko 20% stanęło przede mną ambitne zadanie odszukania swojej drogi w życiu.

Dałem rady.

Przyznaję jednak szczerze: nie raz klnąłem faceta za to, że straciłem swój dom, a świadomość, że nie ma dokąd wracać, przez długi czas przybijała mnie do ziemi. Tymczasem, dzisiaj dziękuję z całego serca za to doświadczenie: dzięki temu stałem się silnym, niezależnym i zaradnym, a także odważnym człowiekiem nie bojącym się nowych wyzwań. Rozwinęło mnie to również duchowo: miałem okazję nie raz praktykować hunę i poznawać, jak doskonale działają mechanizmy kreacji na planie materialnym. Stałem się wolny i spoglądam z ogromnym zaufaniem na życie. Zaś dzięki przebaczeniu, relacja z G. uległa takiej transfomacji, że rozstawaliśmy się we Włoszech ze szczerymi łzami wzruszenia w oczach.

I tu jeszcze jeden ważny komentarz odnośnie tego “negatywnego” wydarzenia pt. utrata domu. Miałem zaszczyt doświadczyć całej masy rozmaitych duchowych przeżyć, wglądów, doznań, kontaktów, itd. które nie przydarzają się “zwykłym” ludziom, jednakże szczerze i uczciwie mógłbym nazwać się duchowym mistrzem chyba dopiero wówczas, kiedy prawdziwie i dogłębnie zrozumiałbym sens wszystkich negatywnych doświadczeń, które miały miejsce na przestrzeni setek moich wcieleń na tej planecie. Chciałbym zobaczyć ich wpływ na całość mojego życia tak, jak owo doświadczenie wpłynęło na ukształtowanie mnie takiego, jakim teraz jestem.  Myślę, że ogarnięcie owej całości i poznanie doskonałej Jedności Życia to prawdziwe Mistrzostwo, takie przez duże “M”.

Kto wie, jak Pietrucha pozwoli, to może pewnego dnia to się dokona? ;)


Pewna rozwiazana zagadka

Dodany: Saturday, June 20th, 2009

Obudzilem sie dzisiaj dosc wczesnie, a w glowie brzmialy mi pewne wyjasnienia.

Jakie? Otoz po napisaniu kilka dni wczesniej postu pt. “Erotic Friend needed” zastanawialem sie przez moment, jaki mialem w tym cel? Jestem bowiem dosc racjonalnym facetem: jesli chce kupic/sprzedac auto, odwiedzam serwisy motoryzacyjne, jesli chce poczytac co dzieje sie w swiecie - sluza mi serwisy informacyjne, jesli szukam informacji na temat fotografii - odwiedzam stosowne fora i portale. Tymczasem, zamiast zahaczyc o jakis stosowny czat albo serwis randkowy w celu znalezienia seks-partnera, to pisze post na swoim blogu, gdzie biorac pod uwage jego poczytalnosc, prawdopodobienstwo tego, ze kogokolwiek znajde jest niewiele wieksze niz to, ze w kiblu uda mi sie zlowic pstraga.

No i dzisiaj rano zrozumialem, ze tamten post mial tak naprawde sprowokowac dalsze przemyslenia, dzieki ktorym powstal pewien list, ktory z kolei zaowocowal pewna odpowiedzia, ktora z kolei wyprowadzila mnie alpejskie gory, gdzie (o dziwo) przy pewnej cichej przydroznej kapliczce zaczalem medytowac i spytalem Wszechswiat, cytat doslowny: “dobra, o co tu kurwa chodzi?” (wybaczcie wulgarnosc; tak, czasami przeklinam).

Wszechswiat, swoim dobrym zwyczajem, odpowiedzial. Mialem krotki, ale uwalniajacy wglad i zrozumialem, ze osoba A., ktora dotychczas postrzegalem jako jedyna interesujaca mnie kobiete, dawno temu zakladala mi kody hipnotyczne, ktore wlasnie temu mialy sluzyc: abym postrzegal ja jako interesujaca kobiete. I tym samym zeszly presje i oczekiwania oraz rozplynela sie w niebycie idealizujaca ja mgla ignorancji zaslaniajaca czakre 3-ciego oka. No i w tym samym momencie przeszla mi chec poglebiania tej znajomosci i tworzenia czegos wiecej (w domysle: ladowania sie w jakies zwiazki/relacje), choc nie ukrywam, ze nadal uwazam ja za swietna i interesujaca kobiete i milo mi, ze w Grecji poznalismy sie troche lepiej.

No i wlasnie po to wszystko byl ten post. Jednoczesnie pomyslalem, ze tez sam kiedys kodowalem kobiety, aby mi sluzyly jako partnerki i wiem, ze jest kilka takich na swiecie, ktore w hipnotycznym zamroczeniu idealizuja mnie jako mezczyzne i potencjalnego partnera. Chyba zrobie kiedy uwalniajacy rytulal, zwracajacy im wszystkim (i sobie w sumie tez) wolnosc, choc poki co, nie mam pojecia jak mialoby to wygladac.

Ocvzywiscie, ochota na seks z kobieta wcale mi nie przeszla. Tylko, ze tak naprawde struktura mojego mozgu jest nieprzyjemnie dualna: meska czesc mialaby ochote na zwierzecy, dziki i niepohamowany seks, czysta fizycznosc i kontakt odarty z czegokolwiek, podczas gdy zenska marzy o uczuciach, dotyku, subtelnosci, bliskosci i delikatnosci. Niewatpliwie, czuje sie przez to nieco rozdarty i tak do konca nie wiem, co z tym zrobic (hmm… wlasnie pomyslalem: a moze by tak wszystko zintegrowac?)

Coz. Plyne z zyciem, zobaczymy co przyniesie, bo ostatnio to ciagle same niespodzianki ;)


Grecja

Dodany: Wednesday, June 17th, 2009

Wyszedlem z domu i juz piec minut pozniej znalazlem sie na szczycie pobliskiego wzgorza. Obok pobliskiej kapliczki znajduje sie niewielka fontanna, zas z postawionej niedaleko niej lawki roztaczaja sie przewspaniale widoki na pobliskie alpejskie szczyty i polozone w dolinach malowncze wioseczki. Do tego dwadziesciakilka stopni, cien pobliskiej… sosny (ok, w kazdym razie - iglastego drzewa :), zapach swiezo skoszonej trawy i spiew ptakow, zagluszany wprawdzie przez odtwarzacz MP3 (przepraszam, w koncu to XXI wiek ;) - i jestem szczesliwy.

Przez chwile zapytalem siebie: czy ja naprawde jestem normalny, aby do tak cudownego miejsca przychodzic z komputerem? ;)

Kocham Wlochy, w tej malej gorskiej miescinie goszcze juz po raz trzeci w zyciu, ale zostawmy je na moment, mialem przeciez pisac o Grecji ;)

Sam jeszcze nie wiem, czy wyprodukowac banal, czy tez glebszy elaborat na temat moich ostatnich kilkunastu dni w tym kraju. Doswiadczylem bowem tyle, ze naprawde - NIE DA sie tego opisac slowami, moge tylko naszkicowac kilka obrazkow z tej, chyba najciekawszej w moim zyciu, wycieczki.

Widokowo, historycznie oraz kulturowo Grecja zwyczajne przytlacza ogromem wrazen, na pewno kogos gotowego na zrobienie blisko 2.4 tys. km samochodem po tym kraju ;) Bogata przeszlosc pozostawila dziesiatki miejsc, ktore w magiczny sposob przenosza nas w tamte czasy. Atenski Akropol gorujacy nad miastem, antyczny teatr w Epidaurusie z perfekscyjna akustyka, sredniowieczne, pelne magii uliczki Monemvasii, pelna niezwyklej energii wyrocznia w Dodoni czy tetniaca bogactwem i obfitoscia siostra z Delfi, majestatyczna twierdza Akrokoryntu czy niezwykle klasztory w Meteorze - jeszcze dlugo moglbym wymieniac wszystkie odwiedzone miejsca… Lepiej zaprezentowac zdjecia (juz wkrotce, niech tylko dorwe sie do komputera z ekranem wiekszym niz 9″ ;)

Drugi aspekt tej wycieczki to ludzie w Grecji. Wiekszosc noclegow zapewniali nam przemili czlonkowie Hospitality Club, dostarczajac przy tej okazji calej masy wrazen. Kazdy z naszych gospodarzy byl na swoj sposob unikatowy - i szczerze polecam taki sposob podrozowania wszystkim otwartym na nowe doswiadczenia ludziom. Dzieki temu udalo mi sie zobaczyc mieszkanie Giannisa w Atenach, ktory realizujac idee mieszkania w kampingu zaprasza do siebie kazdego roku dziesiatki jak nie setki ludzi. Czesto w tym samym czasie ;) - w rezultacie czego jedno ze wspolnych wieczornych wyjsc mialo miejsce w mieszanej, grecko-polsko-estonsko-chinsko-australijsko-kanadyjsko-amerykanskiej ekipie, autentycznie :) Inne niezwykle doswiadczenie zgotowal kolega Kostas z polozonej na polnocy Grecji wioski Zitsa - dzieki niemu znalazlem sie w roli pierwszego (!!!) fotografa na tradycyjnym, greckim weselu. Niewielkim, jak nam powiedziano - raptem 400 osob ;) Niezapomniane przezycie, ale bylo tego i znacznie, znacznie wiecej.

Trzeci aspekt tej podrozy i prawdopodobnie najwazniejszy - to moja towarzyszka, z ktora przyszlo mi spedzic prawie 3 tygodnie. Przyznaje, ze nie doswiadczylem jeszcze takiej kumulacji wspolnej energii, mimo, ze przez caly czas nasza relacja byla jedynie czysto kolezenska: doswiadczenia nabieraly zupelnie innego wymiaru, rzeczy realizowaly sie czesto niemalze natychmiastowo. Do tego doskonale lustro, odbijace mi ogrom rzeczy z przeszlosci: z dwoch poprzednich powaznych zwiazkow, z czasow studenckich a takze z naszej wspolnej historii. Na dzien dzisiejszy nie potrafie jeszcze tego ubrac w slowa: mialo to zbyt niezwykly wymiar i bylo dla mnie zupelnie nowym, nieznanym doswiadczeniem. Jednym slowem: magia. A. - jesli to czytasz, to dziekuje za wszystko!

No to sobie troche popisalem, a teraz wracam do rozkoszowania sie tym cudownym, gorskim widokiem…


Erotic Friend needed

Dodany: Tuesday, June 16th, 2009

Nie bede ukrywal i napisze wprost, ze po pewnym czasie abstynencji rosnie we mnie coraz wieksza ochota na seks.

No bo kiedy mam sie tym cieszyc jesli nie teraz, kiedy nadal jestem mlody i dysponuje sprawnym, zwawym cialem? Oczywiscie, w idealnym scenariuszu zyczylbym sobie radosnego, spelnionego seksu z ukochana osoba, tylko, co zrobic, jesli aktualnie nie jest sie w nikim zakochanym? Celebrowac celibat? ;) Bez przesady. Mam, jak mi sie wydaje, dosc zdrowe podejscie do tematu, ktore mowi, ze blokowanie i tlumienie energii seksualnej zdecydowanie czlowiekowi nie sluzy. Stad tez szukam drog jej ekspresji. Sadze tez, ze seks jest generalnie swietna i przyjemna zabawa cialem - i naprawde bardzo trudno znalezc mi powod, dla ktorego mialbym sobie owej przyjemnosci odmawiac.

Dlatego tez deklaruje publicznie chec poznania osoby, z ktora moglbym wspolnie milo spedzic czas, a dokladniej mowiac -  kilka tygodni ktore planuje spedzic w kraju przed wylotem do Nowej Zelandii. Poniewaz lubie jasne i przejrzyste sytuacje, chcialbym ustalic pewne reguly gry:

1. Proponuje niezobowiazujace spotkanie gdzie poznajemy sie osobiscie, rozmawiamy, spedzamy milo czas i podejmujemy wspolnie decyzje co dalej. Jesli po tym ochote wrocic sama do domu - ok, w pelni to uszanuje i zrozumiem.

2. Niczego nie robimy na sile, do niczego nie zmuszamy ani nie manipulujemy. Nie pamietam abym zmuszal kiedykolwiek partnerke do robienia czegos na sile. Jesli

3. Spedzamy czas razem dla wspolnej przyjemnosci, nie tylko zmyslowej. Nie jestem dewiantem, obok ‘erotic’ istnieje slowo ‘friend’ - czyli przyjaciel. Uwielbiam kobiety, z ktorymi moge sensownie porozmawiac ;) Poza tym, bardzo prawdopodobne wspolne wyjazdy i podroze - mam w tym temacie pewne plany i propozycje.

4. Nie zakochujemy sie w sobie. Wybacz, za 2 miesiace bede parenascie tysiecy kilometrow od Ciebie - po co komplikowac sprawy? :)

5. Tylko i wylaczni bezpieczny seks. Kropka.

6. Oczywiscie 100% dyskrecji.

Panie (niestety, przepraszam Panow, ale jestem 100% hetero) zainteresowane spotkaniem prosze o kontakt email lub GG (ten drugi niestety nie sprawdzam zbyt czesto z racji kiepskiego dostepu do netu). Na priva przesle linka do artystycznej galerii zdjeci ciala Elijaha, ktore jest, hmm, zupelnie niczego sobie ;)

A teraz zabieram sie za opisanie wrazen z totalnie Nie Da Sie Opisac pobytu w Grecji ;)


Dodany: Wednesday, June 3rd, 2009

Lau Tsy napisał w słynnym Tao Te King coś takiego:

One who knows does not speak; one who speaks does not know.”

“Ten, kto wie, nie mówi, ten kto mówi nie wie”

Trochę to dla mnie skrajność, niemniej w przełożeniu na język współczesny, napisałbym coś takiego: prawdopodobieństwo tego, że strzelisz jakąś głupotę wzrasta wraz z ilością wypowiedzianych słów.

Warto zatem uważać na to, co się mówi i pisze. Stąd też, chyba ograniczę się do krótkich wpisów na blogu ;)


Wakacje

Dodany: Tuesday, May 26th, 2009

Wyjeżdżam w Europę, nie będę miał stałego dostępu do komputera, stąd chwilowa przerwa w blogowaniu.

Osoby pragnące się ze mną skontaktować, jako że będę też przez pewien czas w Polsce - proszę o kontakt mailowy - elijah.blog(małpka)gmail.com

Buziaki! ;)


Musiałem,

Dodany: Sunday, May 24th, 2009

po prostu musiałem tutaj wkleić ten link, choć naprawdę nie lubię czegoś “musieć” robić:

http://www.fkn.pl/1,350,1975748,1,wiadomosc.html

Może i kryptoreklama, ale jakże prawdziwa hihi :))))

Ach - i polecam, mooocno polecam lekturę komentarzy ;)


Aotearoa

Dodany: Thursday, May 21st, 2009

Dzisiaj, po krótkich negocjacjach z kilkoma firmami, w końcu nabyłem bilet lotniczy - konieczną przepustkę do mojego nowego miejsca zamieszkania.

Jakby opisać to miejsce?

Obiektywnie rzecza jasna nie potrafię tego zrobić. Jawi mi się nieco jak ziemia obiecana Izraelitom i póki co patrzę na nie przez totalnie przefarbowane, różowe okulary, choć przyznaję uczciwie, że nigdy jeszcze tam nie byłem. Byli tam za to moi koledzy - i oto poniżej kilka zdjęć, które przywiózł jeden z nich:

Pływanie z delfinami w ich naturalnym środowisku? Świetna rzecz (dla jednego z kolegów było to jedno z najwspanialszych życiowych doświadczeń). To zdjęcie zaś było zrobione przez przyjaciela, który nie zdecydował się na pływanie, tylko obserwację tych jakże fascynujących ssaków. W tym samym miejscu uchwycił, pocztówkowo niemalże, hasającego na swobodzie walenia:

Odwiedziny na słonecznej plaży? Dlaczego by nie! ;)

W ten sam dzień można zarówno odwiedzać słoneczne plaże, jak i rozkoszować się wysokogórskimi lodowcami - to NIE jest inna pora roku, zdjęcie zrobione w trakcie tej samej wyprawy kilka dni później niż fotka poprzednia:

Wystarczy. Mógłbym bowiem wkleić znacznie więcej zdjęć, ale zaczekam, już za niedługo w galerii znajdą się moje własne. Mógłbym też rozpisywać się na temat tego kraju w wielu pozytywach, o których przyszło mi czytać - tolerancji, uprzejmości i kulturze mieszkańców. Mogłbym w nieskończoność zachwycać się niezwykle cudowną przyrodą tego miejsca. Mógłbym też wspomnieć, że jeszcze nie słyszałem od żadnego człowieka nieprzychylnej opinii o tym kraju. I na koniec mógłbym też wspomnieć, że w święta Bożego Narodzenia tradycją w tym kraju jest… wyjście na plaże ;)

Ale to wszystko dopiero przede mną, jako część nowego, życiowego doświadczenia. Będę skromny i póki co, jedyne co zrobię, to powiem jak to miejsce się nazywa - dla rdzennych mieszkańców jest to Aotearoa, zaś świat zna je pod nazwą Nowa Zelandia.