A rzeczywiście, mało ostatnio piszę. Wcale nie dlatego, że zaczął się sezon urlopowy, jako że w Sydney właśnie środek zimy, śniegu po pas, więc nie może być o tym mowy – lecz bardziej dlatego, że dzieje się w moim życiu ostatnio ogromnie dużo, tak dużo, że aż… preferuję skupiać się na doświadczeniu i przypatrywaniu się temu wszystkiemu, aby lepiej siebie zrozumieć. A jest się czemu przypatrywać, ho ho…
Inna sprawa, że chciałbym zachować nieco prywatności i jakoś przeszła mi ochota na ekshibicjonistyczne odsłanianie niektórych kulisów swojego życia. Niemniej, podzielę się tutaj jedną z historii, która mi się przytrafiła zupełnie niedawno i która jest doskonałą lekcją z zakresu komunikacji międzyludzkiej.
Zasadniczo od zawsze miałem problemy z komunikacją i czakra gardła była u mnie jedną z najsłabszych. Przez lata się to poprawiało na lepsze i myślę, że na przestrzeni ostatnich lat nauczyłem się w tym zakresie wiele, ale ciągle jeszcze pozostały nieprzepracowane lekcje.
Jedną z takich lekcji jest sztuka komunikacji z ludźmi z innych planet. Nie mam tutaj na myśli kosmitów czy innych jaszczurów, lecz zwykłych ludzi, którzy mówią coś do Ciebie, a Ty przecierasz z niedowierzaniem oczy i myślisz: “co on kurwa tutaj pierdoli?” albo “chyba gościa kompletnie pojebało”. Założę się, że każdy miał w swoim życiu choć raz taką sytuację. Takich urwanych z choinki, nieogolonych “misiów pysiów” w moim życiu było coraz mniej i coraz mniej, tymczasem pojawił się taki jeden milusiński, aby odegrać szlachetną rolę wodza i przywódcy, zwanego też w korporacyjnej hierarchii “Senior Manager” – w skrócie SM.
Jeśli słowa SM kojarzą Ci się tylko i wyłącznie ze skrótowym określeniem sadomasochizmu, to znaczy, że jesteś… na zupełnie dobrym tropie. Zbieżność tych określeń w tej sytuacji jest zupełnie nieprzypadkowa. Zadawanie bólu i tworzenie kastowego systemu zależności opartego na strachu i manipulacjach wydaje się być specjalnością tego pana, przynajmniej w wymiarze zawodowym (o jego relacje z małżonką nie raczyłem zapytać).
Nie mam zamiaru dłużej jednak pana Kierownika oczerniać – jakby nie patrzeć, to też istota Boska, która funkcjonuje w pełnym zwątpienia świecie i dzięki niej udało mi się przypatrzeć pewnym swoim lękom. Tak więc, wielki plus i całuski.
Udało mi się również, dzięki temu człowiekowi, przyjrzeć się swoim brakom w zakresie komunikacji. Otóż, pewnego dnia pan SM wypalił mi dość brutalne stwierdzenie, oskarżając że nie potrafię słuchać i komunikować się z klientem. Było to na tyle absurdalne, że przez cztery tygodnie wspólnej pracy z owym kontrahentem, pan SM pracował ze mną raptem przez… godzinę, kiedy to w zasadzie tylko mówił i mówił a następnie wyszedł, zostawiając mnie i kolegę ze Sri Lanki (tak, towarzystwo tak międzynarodowe, że aż łza się w oku kręci ;), abyśmy załatwiali dalej sprawy.
No i załatwiliśmy, zdawało się pozytywnie, a tu nagle taki knot. Pan SM nawet nie specjalnie chciał ze mną dyskutować w temacie swojej oceny, wygłaszając ją jednoznacznym, nie znoszącym sprzeciwu tonem. Wkurzyło mnie to niepomiernie – moja Polska natura, w którą wpisany jest bunt przeciwko wszystkim narzucanym siłą autorytetom, zawyła z gniewu i oburzenia. Poszedłem na skargę do swojego kolejnego kierownika i przekazałem mu swoje krytyczne uwagi, wylewając wiadro nieukrywanej złości, żalu i pomyj na głowę. Przyjął to tak, jak się mogłem spodziewać po Azjacie: będąc w kastowej hierarchii korporacji na nieco niższym szczeblu, zwracał się z szacunkiem do osoby na wyższym stanowisku, ot z racji wkodowanych w główce zasad. Ku mojemu ogromnemu zdziwieniu jednak, powiedział mi też kilka mądrych rzeczy, z czego jedna jest sednem tego artykułu.
Otóż, niezależnie kto co do Ciebie mówi, choćby było to nie wiem jak głupie, obrazoburcze, bezsensowne, beznadziejne, żałosne, tragiczne, idiotyczne i debilne to:
1. POZWÓL MU SIĘ WYGADAĆ – jako że ma do tego takie samo prawo jak i Ty (co uważam za całkowitą rację)
2. ZAAKCEPTUJ TO CO POWIEDZIAŁ – jako, że niezależnie od treści, jest to jego osobiste zdanie i stanowisko w danej sprawie – do czego też ma w pełni prawo.
Zrozumienie tych dwóch rzeczy pozwoliło mi zupełnie inaczej spojrzeć na pana SM, a także pojąć dogłębnie i zobaczyć wstecz, jak często ponosiłem porażkę na tych dwóch banalnie prostych punktach. Porażka wynikała z niesionego przeze mnie ładunku oczekiwań – miałem gdzieś w wewnątrz siebie nieświadomą nadzieję, że ktoś jakimś cudem rozumie i patrzy rzeczy tak samo jak i ja. Oczywiście, jest to kompletnie nierealne – każdy z nas ma inne spojrzenie, odbiera i przetwarza zupełnie inaczej te same informacje, wobec czego wnioski muszą być różne, czasami skrajnie różne.
O dziwo też, takie podejście w komunikacji w przypadkach konfliktowych powoduje, że dialog wygląda zupełnie inaczej. Co prawda, temat jeszcze się nie zamknął, ale wewnętrzna akceptacja z mojej strony spowodowała już zmianę w nastawieniu drugiej osoby – ton złagodniał i w ogóle mam wrażenie, że pan SM jakoś ostatnio zrobił się milszy i mnie unika. Cóż, zobaczymy co dalej się z tego rozwinie, ale myślę, że kierunek jest zdecydowanie pozytywny.
Ściskam Was kochani mocno, pamiętajcie bądźcie grzeczni i nie pyskujcie starszym ;P