Wykazałem się…

Dodany: Friday, July 30th, 2010

…odrobiną geniuszu pisarskiego: rozmawiając o stylu wypowiedzi z pewnym dobrym znajomym i udzielając mu wskazówek na temat budowania artykułu, stworzyłem, przeredagowując w locie, takie oto zdanie:

“szkoda, zeby się przez braki stylistyczne topić możliwość przekazywania cennych myśli!”

Zaśmiałem się sam z siebie w głos :)


Polskie zbrodnie w Afganistanie

Dodany: Wednesday, July 28th, 2010

Wszedłem ostatnio na niespecjalnie przeze mnie lubiany, bo stojący na poziomie Super Expressu czy Faktu portal Wirualnej Polski i przeczytałem druzgoczące zdanie:

“Szalone, niczym nieograniczone życie gwiazd jest tym, co najbardziej interesuje przeciętnego obywatela.”

A niech mnie, wygląda na to, że przedstawiciele tego portalu – jaki i innych w Polsce – faktycznie myślą i funkcjonują tymi kategoriami.

Szczęśliwie, nauczyłem się studiować uważniej portale Zachodnie, jako że poziom wypowiedzi zdaje się być mniej emocjonalny i sensacyjny, za to bardziej rzeczowy i zwięzły. Oszczędzam sobie dzięki temu też stresu czytania zamieszczanych na polskich stronach komentarzy, jako że po prostu w większości są one dość… żenujące, nie oszukujmy się.

Ale co mnie oburzyło konkretnie, to fakt, że praktycznie niezauważona i bez echa przeszła przez polskie strony sprawa wycieku ponad 90 tys. tajnych wojskowych dokumentów, będących raportami działań wojskowych koalicji NATO w Afganistanie, w latach 2004-2009. W tym miejscu wielki szacunek dla autorów portalu Wikileaks!

Na Zachodzie wywołały one ogromną burzę. Raporty pokazują dokładnie tryb działania “wybawców” na terenie USA i w zasadzie ich lektura jasno pokazuje kto jest tutaj agresorem i przestępcą – MY – czyli sprzymierzone wojska układu, w tym także Polscy żołnierze (wybaczcie to dość oczywiste stwierdzenie… ale musiałem to wprost napisać). Wiele dokumentów wskazuje na drastyczne zbrodnie wojenne, jakie zostały popełnione pod płaszczykiem walki z terroryzmem. Np. Francuzi ostrzelali autobus szkolny z broni maszynowej, gdyż zbyt blisko zbliżył się do konwoju. Efekt – 8 rannych… dzieci. Dzieci miały widać więcej szczęścia niż ich rodacy, którzy trafili na amerykański oddział TF373, który w nocnej akcji przeciw “partyzantom” zamordował 7 dzieci. Polacy byli nie lepsi – nasz oddział w ramach “rewanżu” ostrzelał z moździerza wioskę, w której odbywało się wesele – zginęło 3 cywilów, kilka innych osób zostało ciężko rannych, w tym kobieta w 9 miesiącu ciąży, która straciła w wyniku tego wydarzenia dziecko. Szczegóły dla tych, którzy znają angielski, pod tym adresem.

Dokumenty też wskazują ładnie, jak wojsko manipuluje opinią publiczną – liczby zabitych nie były podawane do opinii publicznej, albo wskazywano na ataki na “rebeliantów”, podczas gdy w rzeczywistości gineli cywile. Sprawy tuszowano wypłacaniem pieniędzy rodzinom zmarłych (w kwocie ok. 5000 pln za jedną zmarłą osobę…). Ciekawostką jest także jeden z raportów wskazujących na to, że Osama… nie żyje. Bardzo to prawdopodobne, jako że na prawie sto tysięcy plików – tylko kilkanaście wymienia jego imię/nazwisko.

Więcej infomacji na ten temat na Zachodnich portalach -

The Guardian (polecam!)

New York Times

Der Spiegel

I jeszcze jedno ważne zdanie podsumowania. Dzisiaj do prowadzenia wojny wystarczą tylko odpowiednio kontrolowane media, które podadzą ludności medialną papkę. Jak święcie mówił mój kolega Zwickl (jak samo nazwisko wskazuje, z pochodzenia… Węgier ;) – “ludzie są jak świnie, zeżrą wszystko co im się poda na tacy”. Trudno odnieść wrażenie, że jest inaczej…


Pan Aborygen

Dodany: Sunday, July 25th, 2010

Przywitajcie się drogie dzieci z Panem Aborygenem:

Pan Aborygen jest bardzo fajnym, miłym człowiekiem, który wcale nie jest żadnym milionerem, fachowcem czy też duchowym guru, jest po prostu Panem Aborygenem, który całe życie spędza w luzacki, bezstresowy sposób – czyli po aborygeńsku.

Pan Aborygen w ostatnią sobotę zdradził coś niezwykłego. Np. pokazał roślinę, której liście jego plemię wykorzystywało w celach… antykokoncepcyjnych (sprawdzałem – ma intrygujący gorzko-słodki smak) czy też kwiaty pewnego krzewu, które służyły jako… naturalne mydło. Powiedział też, że jak Cię w lesie skubnie w wacusia popularny Brown Snake, to masz przesrane, bo:
* to jeden z najbardziej jadowitych węży na świecie i do tego bardzo popularny w Sydney i okolicy.
* jad działa dość szybko i szansa jest, że nie zdążysz dotrzeć do szpitala.
Na szczęście, ukąszenia są rzadkie, często nie prowadzą do zatrucia, a sam wąż raczej mało agresywny i unikający ludzi, niemniej, budzacy respekt.

Ale najważniejsza rzecz, jaką powiedział Pan Aborygen dopiero przed nami. Zaczęło się od niewinnej wzmianki, że wszystkie ludy na początku były łowiecko-zbierackie, czyli niczego nie uprawiały ani produkowały, po prostu żyły z tego, co dawała matka natura. Aborygeni byli jedną z najdłuższych kultur która przetrwała dziesiątki tysięcy lat żyjąc w ten oto sposób i dopiero przybycie Anglików pod koniec XVIII wieku wpłynęło znacząco na zmianę ich obyczajów. Czy jednak przestaliśmy w pełni być łowcami – zbieraczami?

Otóż, absolutnie NIE! Nadal funkcjonuje w naszym ludzkim umyśle łowiecko-zbierackie podejście, które przejawia się w gromadzeniu, nie, nie grzybków ani jagód lecz… pieniędzy. I tak jak przed tysiącami lat gromadziliśmy jedzenie, tak dzisiaj gromadzimy kasę, bo wydaje nam się, że to zapewni nam egzystencję.

Egzystencja nasza w esencji zależy tylko i wyłącznie od Boga, i nawet przypomniałem ostatnio komuś cierpiącemu na przerost ego, że z poziomu świadomego to może pobawić się swoim ptaszkiem, a nie decydować o kluczowych dla naszego życia sprawach…

I oto kolejny przykład, jak rządzi nami nasz małpi, prymitywny rozum, pomimo zdawałoby się, tak bujnego rozkwitu nowoczesnej cywilizacji! :)


Nie jestem świętym…

Dodany: Friday, July 23rd, 2010

… i jak każdy człowiek, mam dwie twarze.

Jedna: zła, podła, niegodziwa, wredna i paskudna.
Oraz ta druga – i tutaj to dopiero jest przejebane.

I to własnie ta druga twarz, doszła ostatnio do słusznego wniosku, że skoro nie piję, nie palę oraz nie ćpam – to nie ma takiej siły, która zabroniłaby mi przeklinać. I chuj.

Ale to jeszcze nic. Pod tą totalitarnie złą drugą twarzą czai się jeszcze jedna, trzecia twarz, co do opisu której brakuje mi nawet odpowiednio niegodziwych słów. I to ta twarz ostatnio znowu zaczęła ponownie zabawiać się z najbardziej destruktywnymi energiami, jakie w życiu spotkałem – energiami Czarnego Ognia. Tak mniej więcej trzy dni temu postanowiłem użyć tej energii w „oczyszczaniu” karmicznych więzów z moim kierownikiem, z którym ostatnio coś miałem na pieńku.

Efekt? W ten sam dzień telefon od tego pana, który tym razem miłym głosem już, bez agresji, chce mi pomóc i kulturalnie, rozsądnie omawia temat. Następnego dnia email – że podoba mu się to co ostatnio zrobiłem. Dzisiaj siedział z kolei całkiem cicho jak trusia i ani słowem się do mnie nie odezwał.

Jak widać, nie ma się co szczypać i czasami trzeba przypierdolić smyczą, aby było dobrze.


…zrobiłem ostatnio

Dodany: Wednesday, July 21st, 2010

drobny remanent swoich lęków, jako że wypłynęło nieco ich na powierzchnię…

pracuję nad nimi, puszczam i uwalniam… aż dzisiaj uderzyło mnie, że tyle żyć już mam za sobą, a niektóre z lęków ciągnę w takiej samej, niezmienionej postaci…

czas to zostawić za sobą. lęk to nic innego jak nasze fałszywe wyobrażenie o świecie.

tak naprawdę, jesteśmy nieśmiertelni i nie ma się czego bać… poza samym strachem!!!


Bash atakuje!

Dodany: Tuesday, July 20th, 2010

A jako że dawno nie było nic do działu humor – oto parę tekstów z pewnej bardzo fajnej stronki – www.bash.org.pl

<mastah> jak to dobrze, że Polki są takie piękne
<mastah> a nie takie brzydkie jak niemki
<grucha> mówisz, że polki są ładne, a niemki brzydkie?
<mastah> no tak
<grucha> no to kurwa wychodzi na to
<grucha> że 3/4 lasek z mojej klasy to niemieccy szpiedzy:/

<ja> rozmowa kwalifikacyjna kumpla o prace:
<pracodawca> jak dobrze zna pan angielski?
<kumpel> bardzo dobrze
<pracodawca> what’s your name?
< kumpel> ale nie az tak…

<kazik> Kurwa gdyby na mojej uczelni były takie możliwości jak w firefoksie……”przywróć sesję” … “rozpocznij nowa sesje”

<Facet> My to mamy przerąbane… Całe życie dni płodne…

<futomaki> Dzięki lekturze for gazeta.pl dowiedziałem się, że jeśli mąż zdradza żonę, to dlatego, że jest on niedojrzały do małżeństwa i myśli tylko o własnych potrzebach. Natomiast w sytuacji odwrotnej, kiedy to żona zdradza męża, to dlatego, że jest on niedojrzały do małżeństwa i myśli tylko o własnych potrzebach.
<futomaki> Jakie to proste, prawda? :)

<Maciek> Co robią twoi rodzice?
<Kasia> sprzedają prochy
<Maciek> Farmaceuci?
<Kasia> powiedzmy…

<sylwia> ale wiesz.. naukowo jest udowodnione ze obecnosc meżczyzn przyspiesza okres:D
<majster> serio? :D
<sylwia> no poważnie!
<majster> w sumie to racja…  zawsze od kiedy pamiętam, to wymówką było “nie, bo mam okres”

<stef> ale te belgijskie siatkarki brzydkie
<stef> nie dziwie się że alianci najpierw poszli wyzwalać Paryż :D

<cipher> 40 mln w totku będzie
<cipher> mam zamiar wygrać.
<opos> i co zrobisz z taką kasą?
<cipher> połowę wydam na wódkę i dziwki
<cipher> a drugą połowę pewnie jakoś bezsensownie przepierdolę

<Damian> Kupel proponował mi kupno jego auta, w pewnej chwili stwierdził, że cena i przebieg jest do ustalenia…

<Toudi> 3 dni temu zmieniłem bank z PKO na Citibank i łączyło się to z przelaniem 90% środków z pierwszego banku do drugiego
<Toudi> Przelew zatytułowałem: “Koniec z beznadzieja PKO”.
<Toudi> W związku z dużą kwotą przelewu, musiał on być potwierdzony telefonicznie.
<Toudi> Po jakimś czasie dzwoni gość z PKO i czyta dane, które mu się wyświetliły. Imię, nazwisko, adres i dochodzi do tytułu.
<Toudi> Gość czyta “Koniec z…” i w tym momencie zapada cisza, która przerywa mój chichot w słuchawkę.
<Toudi> Jakoś mu się udało w końcu dokończyć procedurę, ale w miedzy czasie okazało się, że wpisałem zły numer konta do przelewu, więc muszę powtórzyć operację.
<Toudi> Wyciągnąłem wnioski z tego zdarzenie i możecie tylko wyobrazić moje zadowolenie gdy słyszałem następnego kolesia jąkającego przez telefon: “Jestem gejem i lubię chapać dzide”

<BoguU> ale czasami wulgaryzm nie jest wulgaryzmem
<BoguU> pamietaj
<BoguU> tylko srodkiem stylistycznym dodajacym ekspresji wartosci wyrazenia
<KyloLSM> mam na to wyjebane

<LX> Chyba Wam mówiłem, jak siedziałem na Luton bo start samolotu 5h opóźniony.
<LX> Przychodzą do restauracji technicy lotniska.
<LX> I jeden do drugiego (po polsku) ‘Ty, ale to nie odpadnie?’
<ini> lol
<slonecko> hehe
<LX> Drugi: ‘mocno taśmą przykleiłem, powinno się trzymać’

<radzik>niektórzy to mają zajebiście, wstają jak najwcześniej z rana, aby się więcej poopierdalać…

<Sliz> Dziś na odwrót: politechnika zalana, studenci trzeźwi ;)

<sqbi> A mycie się w ciepłej wodzie to w ogóle debilizm
<sqbi> Pocenie się to mechanizm obronny organizmu przed przegrzaniem
<sqbi> Więc jak się myjesz w wodzie o temperaturze wyższej niż 36.6 stopni to się ciągle pocisz
<sqbi> I jesteś brudny cały czas


Inteligencja emocjonalna w praktyce…

Dodany: Monday, July 19th, 2010

…może prowadzać się do jednego ważnego, kluczowego zdania:

Wszystkie emocje, których doświadczasz, są wynikiem TWOJEGO myślenia i interpretacji zdarzeń zachodzących wokół Ciebie.

Sprytne, nieprawdaż? To jedno zdanie miałoby moc zmiany świata, jakby ludzie je poprawnie zrozumieli i zaczęli wdrażać w życie.


…o sztuce komunikowania się (z misiem z choinki)

Dodany: Tuesday, July 13th, 2010

A rzeczywiście, mało ostatnio piszę. Wcale nie dlatego, że zaczął się sezon urlopowy, jako że w Sydney właśnie środek zimy, śniegu po pas, więc nie może być o tym mowy – lecz bardziej dlatego, że dzieje się w moim życiu ostatnio ogromnie dużo, tak dużo, że aż… preferuję skupiać się na doświadczeniu i przypatrywaniu się temu wszystkiemu, aby lepiej siebie zrozumieć. A jest się czemu przypatrywać, ho ho…

Inna sprawa, że chciałbym zachować nieco prywatności i jakoś przeszła mi ochota na ekshibicjonistyczne odsłanianie niektórych kulisów swojego życia. Niemniej, podzielę się tutaj jedną z historii, która mi się przytrafiła zupełnie niedawno i która jest doskonałą lekcją z zakresu komunikacji międzyludzkiej.

Zasadniczo od zawsze miałem problemy z komunikacją i czakra gardła była u mnie jedną z najsłabszych. Przez lata się to poprawiało na lepsze i myślę, że na przestrzeni ostatnich lat nauczyłem się w tym zakresie wiele, ale ciągle jeszcze pozostały nieprzepracowane lekcje.

Jedną z takich lekcji jest sztuka komunikacji z ludźmi z innych planet. Nie mam tutaj na myśli kosmitów czy innych jaszczurów, lecz zwykłych ludzi, którzy mówią coś do Ciebie, a Ty przecierasz z niedowierzaniem oczy i myślisz: “co on kurwa tutaj pierdoli?” albo “chyba gościa kompletnie pojebało”. Założę się, że każdy miał w swoim życiu choć raz taką sytuację. Takich urwanych z choinki, nieogolonych “misiów pysiów” w moim życiu było coraz mniej i coraz mniej, tymczasem pojawił się taki jeden milusiński, aby odegrać szlachetną rolę wodza i przywódcy, zwanego też w korporacyjnej hierarchii “Senior Manager” – w skrócie SM.

Jeśli słowa SM kojarzą Ci się tylko i wyłącznie ze skrótowym określeniem sadomasochizmu, to znaczy, że jesteś… na zupełnie dobrym tropie. Zbieżność tych określeń w tej sytuacji jest zupełnie nieprzypadkowa. Zadawanie bólu i tworzenie kastowego systemu zależności opartego na strachu i manipulacjach wydaje się być specjalnością tego pana, przynajmniej w wymiarze zawodowym (o jego relacje z małżonką nie raczyłem zapytać).
Nie mam zamiaru dłużej jednak pana Kierownika oczerniać – jakby nie patrzeć, to też istota Boska, która funkcjonuje w pełnym zwątpienia świecie i dzięki niej udało mi się przypatrzeć pewnym swoim lękom. Tak więc, wielki plus i całuski.

Udało mi się również, dzięki temu człowiekowi, przyjrzeć się swoim brakom w zakresie komunikacji. Otóż, pewnego dnia pan SM wypalił mi dość brutalne stwierdzenie, oskarżając że nie potrafię słuchać i komunikować się z klientem. Było to na tyle absurdalne, że przez cztery tygodnie wspólnej pracy z owym kontrahentem, pan SM pracował ze mną raptem przez… godzinę, kiedy to w zasadzie tylko mówił i mówił a następnie wyszedł, zostawiając mnie i kolegę ze Sri Lanki (tak, towarzystwo tak międzynarodowe, że aż łza się w oku kręci ;), abyśmy załatwiali dalej sprawy.

No i załatwiliśmy, zdawało się pozytywnie, a tu nagle taki knot. Pan SM nawet nie specjalnie chciał ze mną dyskutować w temacie swojej oceny, wygłaszając ją jednoznacznym, nie znoszącym sprzeciwu tonem. Wkurzyło mnie to niepomiernie – moja Polska natura, w którą wpisany jest bunt przeciwko wszystkim narzucanym siłą autorytetom, zawyła z gniewu i oburzenia. Poszedłem na skargę do swojego kolejnego kierownika i przekazałem mu swoje krytyczne uwagi, wylewając wiadro nieukrywanej złości, żalu i pomyj na głowę. Przyjął to tak, jak się mogłem spodziewać po Azjacie: będąc w kastowej hierarchii korporacji na nieco niższym szczeblu, zwracał się z szacunkiem do osoby na wyższym stanowisku, ot z racji wkodowanych w główce zasad. Ku mojemu ogromnemu zdziwieniu jednak, powiedział mi też kilka mądrych rzeczy, z czego jedna jest sednem tego artykułu.

Otóż, niezależnie kto co do Ciebie mówi, choćby było to nie wiem jak głupie, obrazoburcze, bezsensowne, beznadziejne, żałosne, tragiczne, idiotyczne i debilne to:

1. POZWÓL MU SIĘ WYGADAĆ – jako że ma do tego takie samo prawo jak i Ty (co uważam za całkowitą rację)
2. ZAAKCEPTUJ TO CO POWIEDZIAŁ – jako, że niezależnie od treści, jest to jego osobiste zdanie i stanowisko w danej sprawie – do czego też ma w pełni prawo.

Zrozumienie tych dwóch rzeczy pozwoliło mi zupełnie inaczej spojrzeć na pana SM, a także pojąć dogłębnie i zobaczyć wstecz, jak często ponosiłem porażkę na tych dwóch banalnie prostych punktach. Porażka wynikała z niesionego przeze mnie ładunku oczekiwań – miałem gdzieś w wewnątrz siebie nieświadomą nadzieję, że ktoś jakimś cudem rozumie i patrzy rzeczy tak samo jak i ja. Oczywiście, jest to kompletnie nierealne – każdy z nas ma inne spojrzenie, odbiera i przetwarza zupełnie inaczej te same informacje, wobec czego wnioski muszą być różne, czasami skrajnie różne.

O dziwo też, takie podejście w komunikacji w przypadkach konfliktowych powoduje, że dialog wygląda zupełnie inaczej. Co prawda, temat jeszcze się nie zamknął, ale wewnętrzna akceptacja z mojej strony spowodowała już zmianę w nastawieniu drugiej osoby – ton złagodniał i w ogóle mam wrażenie, że pan SM jakoś ostatnio zrobił się milszy i mnie unika. Cóż, zobaczymy co dalej się z tego rozwinie, ale myślę, że kierunek jest zdecydowanie pozytywny.

Ściskam Was kochani mocno, pamiętajcie bądźcie grzeczni i nie pyskujcie starszym ;P


Negatyw czy pozytyw?

Dodany: Friday, July 2nd, 2010

W ramach wszechobecnej synchroniczności, odezwała się do mnie moja pewna serdeczna przyjaciółka. Powiedziała mi dyskretnie, że jej ukochany wskazał jej tendencję do mówienia o rzeczach negatywnych, nieprzyjemnych i problematycznych. Co ciekawe, dokładnie temu tematowi przyglądałem się kilka dni wcześniej. Mając okazję ostatnio wziąć udział w pewnym szkoleniu, w pewnym momencie prowadzący stwierdził coś w ten deseń:

„Tak, wszyscy są gotowi przysiąc, że to co pozytywne, to efekt ich kreacji, lecz jak przydarza się coś negatywnego, to zamiatają to pod dywan”.

Dodam, że ten prowadzący to Australijczyk, zaś wspomniana znajoma – Polka. Tutaj widać doskonały kontrast pomiędzy dwoma zasadniczymi postawami, które reprezentują nasi rodacy, a większość mieszkańców Zachodu. Te dwie kluczowo różne postawy przekładają się generalnie na jakość życia oraz zgodnie z zasadą Huny, mówiącą o tym, że to, na czym koncentrujesz się w życiu, to wzrasta – tworzą nasze życie.

Pierwsza postawa, postawa większości znanych mi rodaków (przepraszam za generalizowanie, oczywiście znam wyjątki, ale w tym wypadku po prostu nie da się inaczej), to postawa skupiania się na negatywach, wręcz delektowania się nimi. Obserwuję to w rozmaitych środowiskach, począwszy od emerytów mieszkających w szarych blokowiskach po tak zwanych „mistrzów duchowych”. Wygląda to zasadniczo podobnie: masz wolny dzień, wstajesz, jest piękny słoneczny dzień, jesz pyszne śniadanie, planujesz jak spędzić ten dzień, po czym wychodzisz z domu i widzisz, że pies sąsiada właśnie narobił przy twojej klatce schodowej. Przez następną godzinę wkurwiasz się i klniesz niemiłosiernie, jak ten zapchlony kundel może robić taki syf, że sąsiad to fleja i po nim nie sprząta i nikt mu nie zwraca uwagi na to, że nie sprząta po swoim zwierzaku, itd. Będąc zaprzątnięty tymi myślami, przeciętny Kowalski nie zauważa tysiąca pozytywów, które wydarzą się w międzyczasie, lecz podświadomie poluje na kolejną rzecz, która pozwoli mu delektować się niskimi emocjami, a takich oczywiście wokół sporo: stary samochód zapaskudzi powietrze, dziura w drodze nie załatana od ubiegłej zimy, w sklepach znowu podwyżki, no i klasycznie wszyscy politycy to oszuści i złodzieje. Taka litania nie ma końca, nawet wśród tak zwanych duchowych nauczycieli – jakże rzadko zdarzało mi się spotykać takich, którzy cieszyliby się życiem i kontemplowali Boga i atrybuty boskości, a zdumiewająco często – ludzi, którzy mówli o swoich „wywalankach”, kogo zarżnęli w poprzednich życiach, co jeszcze muszą odreagować lub jakie paskudne wzorce obciążają Krystynę z serialu „Na manowce”, itd.

Dla odróżnienia, ludzie zachodu prezentują zupełnie inne podejście, często dość przeciwnie skrajne. Będąc na wycieczcie w niezwykle zimnym miejscu raczej będą zachwycać się odmiennością pogody, niż narzekać, że ziąb dał im w kość. Zarabiając mniej niż sąsiad, raczej będą cieszyć się z tego, co uda im się kupić za zgromadzone już pieniądze, niż narzekać na ile rzeczy ich ciągle nie stać. I tak dalej. W sumie, takie podejście, jest dla mnie znacznie przyjemniejsze, łatwiejsze i bardziej przyjazne, niż klasyczne polskie marudzenie na wszystko co nas otacza. Tworzy mentalnie lżejszy klimat, otwiera oczy na tysiące pozytywnych rzeczy które dzieją się wokół nas oraz pozwala głębiej cieszyć się życiem i tym, co od niego otrzymujemy – niezależnie od tego, co to jest. Osobiście takie pozytywne mentalne nastawienie jest jednym z powodów, dla których przebywanie poza granicami mnie bardzo cieszy i czyni moje życie znacznie przyjemniejszym.

Prawdę jednak mówiąc, obydwie postawy mają swoje plusy i minusy. Pierwsza – narzekająca i krytyczna – pozwala wskazywać obszary, które wymagają nadal pracy i ulepszenia. Druga zaś – pełna optymizmu – czasami powoduje, że przeoczamy rzeczy, którymi powinniśmy się zająć i patrzymy na wszystko, nieco na wyrost – przez różowe okulary. Dlatego, warto zastanowić się nad zbalansowaniem ich obu. Dla rodaków, z racji typowego nastawienia – zaleciłbym częstsze mówienie o pozytywnych sprawach, zauważanie jasnych stron życia, dzielenie się nimi i ich celebrowanie. Naprawdę, czyni to życie znacznie przyjemniejszym i łatwiejszym. Zaś tym, którzy mają na oczach tylko różowe okulary – polecam czasami je ściągnąć, aby zauważyć, że np. jak mam 110 kg wagi, to kolejny pączek NIE JEST dla mnie czymś dobrym i korzystnym.

Amen ;p

PS. A żeby synchroniczności nie było zbyt mało, oto jaki obrazek wpadł mi dzisiaj w ręce w temacie:


wszystko…

Dodany: Monday, June 21st, 2010

co mamy lub czego nie mamy – jest wynikiem naszego myślenia…

dobry boże, przekonałem się o tym na własnej skórze nie raz… zwłaszcza, w temacie tego jak lęki tworzą to, kim jestem, np. lęk przed utratą… przynosi pustkę i brak…